Nie zrobić ich to grzech ;) Dla wielbicieli czekoalady - idealne! Dla wielbicieli brownies - idealne! Dla wielbicieli smaków truflowych (przez małe t ;)) - prawie idealne;) Zobaczone kiedyś, kiedyś, dawno temu u Doroty, zostały zrobione kiedyś, kiedyś ;) I chyba pora zrobić je znów :)Przepis:
- 225 g połamanej gorzkiej czekolady 70% lub więcej
- 110 g masła
- 1/3 szklanki cukru
- 3 duże jajka
- 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- szczypta soli
- 1 i 2/3 szklanki mąki
- cukier puder do obtoczenia
Masło rozpuścić w małym rondelku. Pod koniec rozpuszczania dodać połamaną czekoladę, rozpuścić, dokładnie wymieszać.
Białka oddzielić od żółtek. Ubić na sztywno, dodając pod koniec partiami cukier, a następnie żółtka i ekstrakt z wanilii. Wymieszać z masą czekoladową cały czas miksując.
Mąkę wymieszać z solą i proszkiem do pieczenia. Wsypać do powstałej masy czekoladowej, dobrze wymieszać - będzie bardzo gęste. Schłodzić przez kilka godzin w lodówce, a najlepiej przez całą noc.
Ciasto wyjąć z lodówki, nabierać łyżeczką do herbaty (będzie ciężko, bo ciasto powinno być bardzo twarde), formować kuleczki mniejsze od orzecha włoskiego, obtaczać je mocno w cukrze pudrze i wykładać na blachę wyłożoną pergaminem.
Piec około 12 minut w temperaturze 150ºC. Podczas pieczenia ciasteczka lekko się spłaszczą i popękają. Studzić na kratce.

Zamiast ekstraktu z wanilii można dodac rumu na przykład. Poza tym surowe ciasto idealnie się przechowuje zarówno zamrożone jak i w lodówce, a gdy goście w progu staną wystarczy rozgrzać piekarnik i utoczyć kulki ;)

Choć gwoździem śniadań majowych w moim domu będzie coś zupełnie innego... ;)


Nie pamiętam już ile razy go piekłam... Pamiętam, że pierwszy raz mi nie wyszedł, był lepki, gliniasty, paskudny. Teraz to ja wiem, że to wina moja była i źle prowadzonego zakwasu ;) Za to każdy następny raz pieczenia tego chleba jest coraz lepszy :) I właściwie to już pewniak jest :)
Postaram się tym wpisem wrócić do blogowania, choć jakoś mi ciężkawo... Bardzo dziękuję za trzymanie kciuków i ciepłe myśli. Operacja się udała, została na szyi piękna blizna, która z czasem ma zniknąć zupełnie ;) Dochodzę do siebie, jeszcze jestem obolała, ale już prawie wszystko za mną :)












