wtorek, 16 lutego 2010

chrustowo - podkoziołkowo


Miało nie być.

Są.

A właściwie były...

Chruściki.

Tym razem na podstawie przepisu Neli Rubinstein z jej książki "Kuchnia Neli".

Trzy kopiaste talerze lekkich jak piórko, kruchych, wyśmienitych faworków. Dwa talerze powędrowały w świat ;) Jeden skończył w naszych brzuszkach. Mniam ;)

Przepis:

  • 1 jajko
  • 2 żółtka
  • 1 łyżka cukru
  • 1 łyżka spirytusu
  • 2 łyżki rumu karaibskiego
  • 6 łyżek kwaśnej śmietany 18%
  • 2 szklanki mąki (ok 300 g)
  • smalec do smażenia
  • cukier puder do obsypania

Wszystko poza mąką ubiłam trzepaczką, przelałam do  maszyny do wypieku chleba, wsypałam mąkę i ma programie "pasta" zostało wyrobione dosyć luźne, ale nie klejące ciasto. Wywałkowałam, pociełam na wstążki, te na kawałki i zrobiłam faworki przewijając jeden koniec ciasta przez dziurkę ;) Smażyłam chwile z jednej i chwilę z drugiej strony w smalcu rozgrzanym do 170 stopni C. Odsączone na ręczniku papierowym przełożyłam na talerz i obsypałam cukrem pudrem. Smacznego :)


Na Kujawach, w Inowrocławiu gdzie teraz mieszkam, jest zwyczaj chodzenia z kozą w ostatni dzień karnawału. Korowód przebierańcow przemierza ulice miasta, gra, tańczy, "straszy" dzieci, zbiera pączki i na wódkę ;) Są dwie Kozy: Szymborska i Mątewska, i podobno już nie są dla siebie konkurencją ;) W korowodzie idą Dziad i Baba, Państwo Młodzi, Koza i Koźlarek, Niedźwiedź, Kominiarz i Żydzi z najbardziej kolorowym Karnawałem. Zwyczaj ma długą tradycję i jest kultywowany w Inowrocławiu i okolicznych miasteczkach. A, ci  przebierańcy to są sami mężczyźni... ;)

niedziela, 14 lutego 2010

różowe makaroniki walentynkowe trochę z WC ;)

Od razu mówię, że to tylko i wyłącznie moje zdanie jest. Walentynki to szczyt kiczu. I nie będę rozwijać tego zdania. 

Wiem, że są osoby, które to "święto" zbywają milczeniem, udając że go nie ma... Mogłabym i tak, ale wcale nie znaczyłoby to, że tego czegoś nie ma. Nie wystarczy zamknąć oczy... Ono jest. Epatuje z każdej strony. Doprowadza do mdłości swoją słodyczą.

A ja wolę kochać i być kochaną przez wszystkie dni w roku, a nie tylko 14 lutego...

Te różowe makaroniki są swego rodzaju heppeningiem ;) Nie lubię różowego koloru. Nie lubię Walentynek. W wyniku połączenia tych uczuć powstały różowe makarony...

Mam nadzieję, że Olcik mi wybaczy? To są kawowe makaroniki z lutowego wydania Weekendowej Cukierni...;) Pomijając kolor, są wyśmienite. Gorzka czekolada, do której dosypałam granulek kawy doskonale rónoważy słodkość otaczających ją ciasteczek. A te? Chrupkie i lekko ciągnące, i takie jak być powinny. Choć może mogłam masę na nie ze dwa razy jeszcze przemieszać, bo nie do końca ciasteczka są gładkie. Następnym razem się poprawię ;)

Przepis:

  • 100 g białek oddzielonych od żółtek 72 h temu i pozostawionych na blacie
  • 40 g drobnego cukru
  • 200 g cukru pudru
  • 120 g mielonych migdałów
  • odrobina różowego barwnika spożywczego
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady rozpuszczonej*w kilku łyżkach kremówki i 
  • 1 łyżka granulek kawy 

Białka ubijamy na lekką pianę i dosypujemy drobny cukier. Ubijamy na sztywno, dodajemy barwnik. Mielone migdały i cukier puder przesiewamy i mieszamy z ubitymi białkami, delikatnie, do momentu aż masa osiagnie pożądaną strukturę. Umieszczamy ją w rękawie cukierniczym i wyciskamy niewielkie, okrągłe ciasteczka na blachę z papierem do pieczenia. Ciasteczka zostawimy do podeschnięcia na pół godzinki. Umieszczamy blachę w piekarniku rozgrzanym do 150 stopni na jakies 15 minut, zostawiając lekko uchylone drzwiczki. Upieczone makaroniki łączymy w pary, przekładając rozpuszczoną i wymieszana z kawą czekoladą. 

*Grażynko, dzięki za podpowiedź jak rozpuścić czekoladę w mikrofali nie dokładając sobie roboty ze sprzataniem całej kuchenki ;) :*

sobota, 13 lutego 2010

kanadyjskie ciasteczka pomarańczowe i v-ce Mistrz Olimpijski

Dziś na blogach u Grumków, Majany i Atiny pojawiły się ciastka rodem z Kanady. Przypomniały mi one, że dziś jest TEN dzień... Dzień z dużą szansą na medal  olimpijski dla Adama Małysza. A że ciastka same w sobie brzmiały dobrze, miały zachęcające składniki i mało skomplikowane wykonanie, więc postanowiłam i ja zrobić je na wieczorne ogladanie skoków Pana Adama. 

Smakowały wybornie! Konkurs skoków był przepiękny! Adam Małysz zajął drugie miejsce! Pełnia szczęścia w rodzinnym gronie!

Przepis*:

  • 220 g miękkiego masła
  • 2,5 łyżki soku pomarańczowego
  • 0,5 szklanki brązowego cukru
  • 0,5 szklanki skrobi kukurydzianej
  • 2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1 szklanka żurawiny suszonej
  • 0,5 szklanki rozdrobnionych orzechów laskowych
  • 2 łyżki smażonej  skórki pomarańczowej
  • 0,25 łyżeczki soli

Masło wraz z cukrem i sokiem utrzeć na puszystą masę, dosypać mąkę, skrobię i sól i dokładnie wymieszać, dodać bakalie. Z ciasta uformować dwa wałki, zawinąc w papier do pieczenia i umieścic w lodówce na minimum 4 godziny. Po tym czasie pokroić wałki w plastry grubości 1 cm, ułożyc na blasze i piec w 165 stopniach C. ok 20 minut lub do lekkiego zbrązowienia. Wystudzić na kratce. Jeść i cieszyć się z kolejnych sukcesów Wielkiego Małego Człowieka!!!

Ciacha pozwalam sobie dołączyć do akcji "Z widelcem przez kuchnie obu Ameryk".

* Oryginalny przepis pochodzi z książki "Canada - Excellence At Your Table".


piątek, 12 lutego 2010

pizza mm z twarogiem, czosnkiem i kaparami

Na pszennym razowym cieście, pysznym i chrupiącym, z typowymi przyprawami pizzowymi: oregano, tymiankiem i odrobiną rozmarynu. Pizza. W całości  zgodna z MM, jako posiłek węglowodanowy z fazy I, a jednak smaczna ;) Bez kiełbasy, boczku, sera, za to z chudym twarogiem, czosnkiem i kaparami. Wyśmienita!

Przepis:

  • 200 g mąki pszennej pełnoziarnistej T 2000
  • pół szklanki letniej wody lub mleka do 1,5% tłuszczu
  • 10 g suchych drożdży (poprzestałam na 1 łyżeczce)
  • sól
  • odrobina fruktozy
  • chudy twaróg do 1,5% tłuszczu ok 150 g 
  • koncentrat pomidorowy
  • oregano, tymianek, rozmaryn, sól
  • 2 ząbki czosnku
  • garść kaparów
  • 8 pieczarek

Z mąki, wody, drożdży, soli i fruktozy zagniatamy gładkie i elastyczne ciasto i odstawiamy do ciepłego, ma podwoić objętość. Następnie zagniatamy ponownie i wykładamy nim niedużą formę, im większa forma tym cieńsze ciasto. Ciasto smarujemy koncentratem pomidorowym i obsypujemy przyprawami, obkładamy pokrojonymi w pasterki pieczarkami, obsypujemy rozkruszonym twarogiem, kaparami i pokrojonym w plasterki czosnkiem, lekko solimy. Pieczemy 10 minut w 250 stopniach C. Smacznego!

Smakowała nawet moim dzieciom....;)

czwartek, 11 lutego 2010

pączki z WC, dla Sąsiadów ;)

My się odchudzamy ;) Ale przecież zasada znana jak świat "w przyrodzie nic nie ginie", powoduje, że zadbałam o moich ukochanych Sąsiadów: Dorotkę, Sławka, Anetkę i Jakubka i nasmażyłam im pączków :) Się ucieszyli, palce lizali (własne), po rękach całowali (panowie mnie), ja sobie sprawiłam przyjemność samym robieniem pączków i bardzo mi było miło, że im smakowało!

Pączki robiłam wg przepisu podanego przez Olcika do Lutowej Weekendowej Cukierni, z tą małą różnicą, że z podwójnej porcji ;)

Przepis:

  • 1 kg mąki pszennej T.500 przesianej
  • 100 g drożdży (pączki zawsze robię ze świeżych)
  • 120 g cukru
  • pół litra mleka
  • 8 żółtek (miałam wielgachne)
  • 100 g roztopionego masła
  • skórka i sok z 1 cytryny
  • 1 kieliszek (2 łyżki) spirytusu
  • szczypta soli
  • konfitura z róży do nadziewania
  • smalec (tylko na smalcu pączki są pączkami) do smażenia

Do miski rozkruszam drożdże i zasypuję je połową cukru, zostawiam na chwilkę, potem dosypuję ok 200 g mąki i wlewam pół szklanki letniego mleka. Robię zaczyn i odstawiam w ciepłe miejsce. Żółtka ucieram z cukrem na kogel mogel. Mleko, kogel mogel, mąkę, resztę cukru, podrośnięty zaczyn, sok z cytryny, skórkę i spirytus oraz szczyptę soli umieszczam w maszynie do pieczenia chleba, która pięknie wyrabia ciasto. Podczas wyrabiania dolewam rozpuszczone masło. Wyrobione ciasto zostawiam na podrośnięcie na ok 10 minut, po tym czasie maszyna jeszcze raz wyrabia ciasto. I dopiero tak wyrobione ciasto forumuję w pączki nadziewając konfiturą z płatków róży. Odstawiam przykryte ściereczką na solidnie omączonym blacie do wyrośnięcia. Smażę we frytownicy, na smalcu, w 170 stopniach po 2 minuty z każdej strony. Lukruję najprostszym lukrem z cukru pudru i wody.

Mam w tym karnawale usmażoną setkę pączków na liczniku. Z tej porcji wychodzi ich 39 i są bardzo smaczne i delikatne. Polecam :)

sobota, 6 lutego 2010

makaroniki, próba nr 1 :)

Od kiedy Olcik zaproponowała do lutowego wydania Weekendowej Cukierni przepis na makaroniki, zaczęłam pilnie o nich czytać. Przestudiowałam z wielką uwagą wszystkie rady, jakie przy okazji robienia makaroników poczyniła na swoim blogu Fellunia. Wczoraj Goś zaprezentowała swoje cudne makaroniki okraszone sporą ilością wartościowych porad. Nie pozostało mi więc nic innego, jak samej zmierzyć się z tym zagadnieniem, tym bardziej, że w lodówce czas jakis już czekały na zmiłowanie białka. 

Przygotowania do pieczenia ciasteczek poczyniłam juz rano, wyjmując białka z lodówki, żeby nabrały temperatury pokojowej. Odważyłam również odpowiednią ilość cukru pudru i płatków migdałowych. W celu zrobienia z nich mączki migdałowej wsypałam do blendera i zmiksowałam bardzo starannie. I tu moje 3 grosze - miksując w blenderze migdały i cukier robią się ciepłe i zbijają w dosyć twarde grudki, trzeba dobrze przemieszać, żeby się starannie zmiksowało. Ja dodatkowo jeszcze przesiałam przez sitko zaraz po miksowaniu i przesiewałam przez sitko dodając potem do ubitych białek. Tak więc białka i mączka migdałowo-cukrowa czekały sobie od rana do południa na swoją kolej. 

Swoje makaroniki piekłam zgodnie z przepisem Gosi i jej wskazówkami, trzymając się jej uwag bardzo dokładnie. Wyszło co wyszło ;) Niemniej jak na pierwsze w życiu makaroniki uważam próbę za udaną! Ba! Wiem już o co chodzi w makaronieniu i penie nie jeden raz się jeszcze bobawię w te ciasteczka, gdyż daja one wiele możliwości kolorystycznych i smakowych. Te są zwykłe z kremem maślanym również z przepisu Gosi :-)

Przepis:

  • 90g białek (ważyłam, bo nie wiedziałam ile ich mam)
  • 60g drobnego cukru
  • 160 g cukru pudru
  • 90g płatków migdałowych
  • 1 łyżeczka soku z cytryny

Krem maślany z białek:

  • 1 białko
  • 25 g drobnego cukru
  • 85 gram zimnego, roztopionego masła

Białka należy ubić z sokiem cytrynowym i cukrem na pianę, później dodac 1/3 mączki migdałowo-cukrowej i bardzo delikatnie wymieszać, dodac następną część mączki, wymieszac i dodać jej resztę. Całość mieszać delikatnie acz skutecznie, bo wszystko ma się ładnie połączyć, a masa nie może być za rzadka. Przełożyć masę do rękawa cukierniczego z końcówka średnicy 1 cm i wyciskać na papier do pieczenia okrągłe ciasteczka. Odstawić na 30 minut do podsuszenia. Piekarnik nagrzać do 140 stopni C. i piec makaroniki 10 minut, poczym obrócic blachę o 180 stopni i dopiekac jeszcze 5 minut. Zdejmować z papieru po całkowitym wystygnięciu, ale nie zostawiać na papierze zbyt długo, bo zawilgotnieją od spodu i będzie problem z odklejeniem. Delikatnie letnie odchodza idealnie. 

Makaroniki nie są może idealne, z pewnością ich kształt pozostawia wiele do życzenia, ale mają tę przecudną 'stopkę'! A wiecie jak można się ucieszyć siedząc przed piekarnikiem i widząc, że owa tajemnicza 'stopka' robi się w waszych ciachach? ;)

Poza tym są delikatne, mają bardzo kruchutki wierzch i lekko ciągnący środek, a z kremem smakują wybornie. Podawać z dobrym espresso.

A jeśli chodzi o krem, to trzeba białko ubić z cukrem na pianę, na parze (ja zapomniałam o tym drobiazgu i biłam na zimno), a potem cieniutenkim strumieniem wlewać zimne, rozpuszczone masło ubijając cały czas. Krem jest zadziwiający i tak sobie myśle, że będzie doskonałą bazą wypadową do różnych smaków ;)

piątek, 5 lutego 2010

racuchy

Mamo, zrób pączki... - usłyszałam dziś. Jasne. Pączki. A komu by sie chciało stać, nadziewać i smażyć? Wybrałam nieco prostszą wersję, no a przede wszystkim szybszą. I tak na podwieczorek dzis były racuchy. Przepis, jak to na racuchy czy naleśniki, "na oko". Tak robiła moja babcia i zawsze wychodziły jej racuszki palce lizać. Tak robię i ja, i dzieciaki palce liżą, więc chyba nie są takie najgorsze ;)

Przepis:

  • ok. 0,5 kg mąki pszennej przesianej
  • ok. 2 szklanek letniego mleka
  • 2 łyżki cukru
  • 3 torebki suszonych drożdży (lub 50g świeżych i te trzeba rozczynić)
  • 1 jajo
  • szczypta soli
  • olej do smażenia

Wlewam i wsypuję, włączam maszynę na programie jakimkolwiek, chodzi tylko o lekkie wyrobienie niezbyt rzadkiego ciasta. Przekładam do miski i odstawiam do podwojenia objętości, w czasach kaloryferów już po 20 minutach rozgrzewam olej na patelni. Smażę na złoto-brązowo-chrupiąco, ale zawsze tak, by w środku były puszyste. Podaje opruszone cukrem pudrem.

Moje MM poszło spać ;) A racuchy doskonale kwalifikują się do "karnawałowych przekąsek" i "kulinarnych pereł z lamusa", wszak przepis ma ze 100 lat ;)

                                           


Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin