Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasteczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasteczka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 czerwca 2011

czekoladowe muffiny z wiśniami



Witam :))

ale tylko na chwileczkę. Publikuję ten wpis w ramach ćwiczeń na zajęciach z usług internetowych na podyplomówce... Właśnie owa podyplomówka (i prę jeszcze innych spraw) powoduje tak ogromne zaniedbania na moim blogu. Ale jeszcze tylko chwileczka i wrócę, obiecuję :)


Muffiny czekoladowe z wiśniami:
  • 1 szklanka świeżych lub zamrożonych wiśni, odpestkowanych
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1/4 szklanki kakao
  • 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2/3 szklanki drobnego cukru
  • 100 g gorzkiej, posiekanej czekolady
  • 125 g masła, roztopionego i ochłodzonego
  • pół szklanki maślanki lub jogurtu naturalnego (można dodać 2 łyżki więcej, ciasto jest dość gęste)
  • 2 jajka, roztrzepane.

W jednym naczyniu wymieszać składniki suche, w drugim mokre. Mokre wlać do suchych, dodać wiśnie, wymieszać do połączenia się składników (ciasto będzie gęste).

Formę do muffinek wyłożyć papilotkami, nałożyć do nich ciasta do 3/4 wysokości.

Piec około 25 minut (do tzw. suchego patyczka) w temperaturze 200ºC.


Na sezon wiśniowy czekam z utęsknieniem :)

piątek, 18 czerwca 2010

bardzo kruche orzechowe rogaliki z semoliną

Dlaczego z semoliną? Bo:
  1. Polka zrobiła tartę z semoliną ;)
  2. kończy się jej termin ważności (semolinie znaczy się, nie Polce ;))

Fajne ciacha mi wyszły :) Przepis jest kombinowany, ale mój :) Ze starego przepisu, ze starego zeszytu, pozamieniane mąki na mielone orzechy i semolinę i wyszły bardzo kruche i wcale orzechowe rogaliki do kawy. W dodatku błyskawiczne w robieniu. Oczywiście pojechały na wycieczkę na Kaszuby, gdzie zostały pożarte przez rozwrzeszczane dzieciaki z Oli klasy ;) No i niech im idzie na zdrowie :P

Przepis:

  • 300 g mąki pszennej
  • 100 g semoliny
  • 100 g mielonych orzechów (migdały, laskowe, włoskie)
  • 50 g cukru pudru
  • 2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • 1 jajo
  • 200 g miekkiego  masła

Miekkie masło utrzeć z cukrem na puch, dodać jajo i aromat, a na koniec połączyć z przesianą mąką i wymieszac z orzechami. Z ciasta formować niewielkie rogaliki lub jakiekolwiek kształty, kłaść na wyścielona papierem do pieczenia blaszkę i piec 15-20 minut w 180 stopniach C.

Na koniec można delikatnie udekorować polewą czekoladową albo czekoladą. Pełna dowolność :)

wtorek, 15 czerwca 2010

cynamonowe koty

Już dobrze było. Już zapomniałam o istnieniu tego. A tu Viri czekoladowe koty pokazała... No i poszło... Foremkę mam i ja! :D I tę drugą też :P I parę innych zabawek jeszcze...

Przepis na podstawie książki "Ciasteczka":

  • 500 g mąki
  • 3 łyżki śmietany kwaśnej i gęstej
  • 4 żółtka
  • 250 g masła zimnego z lodówki
  • 1 łyżeczka lub więcej  cynamonu

Wszystkie produkty włożyłam do malaksera, na końcu szybko zagniotłam ciasto, zawinęłam w folię i schowałam do lodówki na 30 minut. Nastepnie ciasto wałkowałam i wykrawałam z niego koty. Ułożone na wyścielonej papierem do pieczenia blaszce można posmarować roztrzepanym białkiem i obsypać cukrem z cynamonem. ja tego nie robiłam, bo koty pojechały z Olą na wycieczkę ;) W każdym razie piec 15 minut w 160 stopniach C. z termoobiegiem.

Z tej porcji wyszło mi 45 kotów... ku przerażeniu mojego M. ;)

&&&&&&

A tu Oryginały moje dwa:

piątek, 7 maja 2010

czekoladowe crincles

Nie zrobić ich to grzech ;) Dla wielbicieli czekoalady - idealne! Dla wielbicieli brownies - idealne! Dla wielbicieli smaków truflowych (przez małe t ;)) - prawie idealne;) Zobaczone kiedyś, kiedyś, dawno temu u Doroty, zostały zrobione kiedyś, kiedyś ;) I chyba pora zrobić je znów :)

Przepis:

  • 225 g połamanej gorzkiej czekolady 70% lub więcej
  • 110 g masła
  • 1/3 szklanki cukru
  • 3 duże jajka
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 i 2/3 szklanki mąki
  • cukier puder do obtoczenia

Masło rozpuścić w małym rondelku. Pod koniec rozpuszczania dodać połamaną czekoladę, rozpuścić, dokładnie wymieszać.

Białka oddzielić od żółtek. Ubić na sztywno, dodając pod koniec partiami cukier, a następnie żółtka i ekstrakt z wanilii. Wymieszać z masą czekoladową cały czas miksując.

Mąkę wymieszać z solą i proszkiem do pieczenia. Wsypać do powstałej masy czekoladowej, dobrze wymieszać - będzie bardzo gęste. Schłodzić przez kilka godzin w lodówce, a najlepiej przez całą noc.

Ciasto wyjąć z lodówki, nabierać łyżeczką do herbaty (będzie ciężko, bo ciasto powinno być bardzo twarde), formować kuleczki mniejsze od orzecha włoskiego, obtaczać je mocno w cukrze pudrze i wykładać na blachę wyłożoną pergaminem.

Piec około 12 minut w temperaturze 150ºC. Podczas pieczenia ciasteczka lekko się spłaszczą i popękają. Studzić na kratce.

Zamiast ekstraktu z wanilii można dodac rumu na przykład. Poza tym surowe ciasto idealnie się przechowuje zarówno zamrożone jak i w lodówce, a gdy goście w progu staną wystarczy rozgrzać piekarnik i utoczyć kulki ;)

poniedziałek, 15 marca 2010

ciasteczka sezamowe

To kolejne ciacha jakie dostały dzieci na potterowy weekend. Proste w wykonaniu, dobre w przechowaniu i bardzo smaczne :) Oryginalny przepis pochodzi z forum cin cin od Agusi H. Ja zmniejszyłam ilości cukru i zwiększyłam sezamu.

Przepis:

  • 1 szklanka sezamu, uprażonego na  suchej patelni
  • 100 g masła
  • 1/3 szklanki jasnego brązowego cukru
  • 1/3 szklanki ciemnego cukru muscovado
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1¼ szklanki mąki pszennej
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • ¼ łyżeczki soli
  • ¼ łyżeczki cynamonu

Masło utrzeć z cukrami, ucierając dodać jajko. W osobnym naczyniu wymieszać mąkę z proszkiem, solą i cynamonem, następnie stopniowo dodawać do ciasta, dalej ucierając. Dodać połowę uprażonego sezamu, wymieszać. Gotową masę wstawić na godzinę do lodówki. Po wyjęciu formować kulki (duży orzech włoski). Każdą kulkę otaczać w sezamie, lekko spłaszczać i kłaść na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Układać je w sporych odstępach, bo nieco rosną :)

Piec około 10 - 15 minut w temperaturze 190ºC, aż będą złote (nie brązowe, należy uważać by ich nie przepiec). Odczekać, aż ostygną i ściągać z blaszki.

Podobno przynoszą szczęście, jak wszystkie ciastka z sezamem... ;)

niedziela, 7 marca 2010

ciasteczka tiramisu

Czeka mnie, po raz pierwszy w życiu, publiczne pokazywanie swoich umiejętności piekarsko-cukierniczych... Publiczne, czyli u sąsiadów na weselu, na szczęście niewielkim, takim dla 20 osób. Niemniej strach i trema jest, a przygotowując słodkie menu testuję teraz różne smaki. Planuję całą gamę makaroników, w różnych barwach i z kremami o różnych smakach, oczywiście obowiązkowo sernik, najbardziej klasyczny z klasycznych, z przepisu mojej mamy, taki co to zawsze się udaje, doskonale smakuje na ciepło z wiśniowa konfiturą i bitą śmietaną oraz deser tiramisu podawany w niewielkich szklaneczkach. I w związku z tym ostatnim popełniłam niedawno ciasteczka tiramisu z przepisu znalezionego u Doroty, a robiłam je, jak się później okazało, dla kremu;) Kawowy biszkopt jest bardzo smaczny i będę go wykorzystywac nie raz do różnych wypieków, ale do tych ciasteczek nie. Nie mam odpowiedniej blachy, papieru, maty silikonowej, czy innego ustrojstwa, żeby te ciasteczka móc ładnie odkleić... Są bardzo delikatne, a przez to kompletnie nie nadają się, by ich spody smarować czekoladą, która stwardnieje (błąd przepisu jak nic!). Za to krem.... mmmm... boski!!! Ciasteczka oczywiście zeszły na pniu, a powyższe uwagi zapisuję tu, żeby o nich nie zapomnieć :)

Przepis (jest kopią z blogu Doroty, bo dokładnie tak robiłam):

5 dużych jajek (osobno białka i żółtka)
1 szklanka cukru
3 łyżki kawy rozpuszczalnej
pół szklanki mąki
1/4 łyżeczki soli
kakao do oprószenia - około 2 łyżek


Składniki na krem:
3/4 szklanki serka mascarpone
1/4 szklanki cukru pudru
3 łyżki likieru migdałowego np. amaretto
pół łyżeczki ekstraktu z wanilii


Ponadto:
170 g czekolady deserowej

Używając miksera z przysadką do ubijania białek ubić żółtka z połową cukru do białości (około 3 minuty). Dodać kawę rozpuszczalną i dalej ubijać przez 2 minuty. Dodać mąkę, wymieszać do połączenia (masa będzie dość gęsta).

W drugim naczyniu ubić białka ze szczyptą soli, aż będą sztywne. Dodać resztę cukru (pół szklanki), dalej ubijając.

Białka wymieszać z masą żółtkową (stopniowo dodając białka i mieszając), do połączenia.

Masę przełożyć do rękawa z gładką okrągłą końcówką i wyciskać na blachę nieduże ciasteczka (60 sztuk), w sporych odstępach od siebie (sporo urosną). Po wyciśnięciu oprószyć kakao.

Piec około 12 - 14 minut (ja piekłam krócej, to zależy od piekarnika) w 170ºC. Ostudzić na kratce. Takie ciastka mogą być przechowywane przez 3 dni w szczelnym pojemniku.

*ciasteczka po upieczeniu powinny być miękkie, nie chrupiące; jeśli tak się nie stało - przełożenie kremem lub pozostawienie do drugiego dnia bez kremu z pewnoscią sprawi, że zmiękną

Krem do przełożenia:

Wszystkie składniki dobrze wymieszać, schłodzić przez 15 minut.

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Ostudzone ciastka smarować od płaskiej strony czekoladą, pozostawić do ostygnięcia, przełożyć kremem. Podawać natychmiast.

środa, 3 marca 2010

czekoladowe puderki ;)

Tak właśnie nazwaliśmy te maleństwa... Kolejne ciasteczka pieczone na Potterowy weekend mojej Córki :) Wypatrzone wieki temu u Doroty czekały na swój melting moment... Pierwsze wrażenie smakowe, tuż po  lekkim przestygnięciu i jeszcze bez nutelli - fatalne! Drugie, dalej bez nutelli, ale już czucie smaku pochodziło nie z czubka języka - mmm... inne. Trzecie, już z nutellą - rewelacyjne! I zanim jedno zniknęło w buzi już ręka brała następne. Ciasteczka na jeden raz. Mocno kakaowe, delikatnie słodkie, pudrowe wręcz.

Przepis:

  • 250 g baaaardzo miekkiego masła
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 4 łyżki skrobi ziemniaczanej
  • 220 g mąki pszennej
  • 4 łyżki kakao (dałam duńskie i było bardzo mocno kakaowe)
  • nutella do przełożenia (z małej szklaneczki kremu zostało go jeszcze do  kanapek)

Wszystkie składniki razem solidnie ubic przy pomocy miksera. Miękkie masło jest tu bardzo ważne! Otrzymamy ciasto dosyć gęste, przypominające w dotyku aksamit i jeśli będzie zbyt gęste (ja takie miałam), to bardzo dużo siły będzie potrzeba do wyciskania szprycą ;) Wyciskać malutkie kleksy na papier, można jeden przy drugim, bo ciasteczka rosna jedynie odrobinkę i piec ok 10 minut w 170 stopniach C. Chłodne przekładac nutellą i sklejac ze sobą jak markizy. Z podanych proporcji wyszło mi 73 ciasteczka, już po złożeniu...! 

wtorek, 2 marca 2010

mam zielone! ;) choć wcale nie takie być miało...

Oczko pewnie jeszcze oczek nie otwarło, więc tak cichaczem pokażę znów nie suflet ;) może nie zauważy... ;))

Oczywiście, że być miały makarony. Nie wyszły nawet maszkarony. Ale wyszły wymiotki grylażowe ;) Moja córka umówiła się na weekend pod znakiem Harego  Pottera, a ja miałm ten weekend osłodzić. Upiekłam więc kilka rodzajów ciasteczek. Wszystkie udane (będą tu się pokazywały), a te jedne nie... Wiem co sknociłam i już nigdy więcej się mądrzyć nie będę. Białka do tych... hm... bezików - tak je nazwijmy - nie miały odpowiedniej temperatury. Były za zimne! Pół dnia później piekłam jeszcze czekoladowe makarony i już było OK :) Na szczęście, dla dzieciaków wygląd był nie istotny. Liczył się kolor (sic!) i smak :) Ze wszystkich rodzajów ciasteczek, te zniknęły najszybciej...

Przepis*:

  • 70 g białek, w temperaturze pokojowej!!!
  • 40 g cukru drobnego
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 90 g cukru pudru
  • 70 g mąki migdałowej
  • trochę zmielonych pistacji
  • kropelka barwnika zielonego

na krem:

  • 120 g mascarpone
  • 100 g białej czekolady
  • sok z 1 limonki

Białka ubić z sokiem cytrynowym na lekką piankę, dosypać cukier, dodać barwnik i ubić na sztywno. Mąkę migdałową wymieszać z cukrem pudrem i przesiać przez sito. Dosawać partiami do białek i delikatnie acz stanowczo i dokładnie wymieszać. masę przełożyć do rękawa cukierniczego i wyciskac niewielkie ciasteczka na papier do pieczenia. Udeżyć kilka razy solidnie dlonią w spód blachy z ciasteczkami, żeby te nabrały odpowiedniego kształtu. Obsypać zmielonymi pistacjami. Odstawić na pół godziny lub więcej do wysuszenia. Piec w 150 stopniach C., przy delikatnie uchylonych drzwiczkach piekarnika ok 15-20 minut. Zdejmować z papieru po wystygnięciu, wtedy ładnie odchodzą.

Białą czekoladę rozpuścić i połączyc przy pomocy blendera z mascarpone i sokiem z limonki. Można chwilę ochłodzić. Nakładać na jedno ciasteczko i przylepiać drugie. Krem jest delikatnie kwaskowy, smaczny baaaardzo.

* to jest przepis wg którego robiłam już makaroniki i zawsze wychodziły. Nie wyszły tylko ten jeden raz.... ;)

&&&&&

A w doniczce wiosna szaleje :)



niedziela, 28 lutego 2010

ciastka żołnierzy czyli ANZAC biscuits

Przepis zaczerpniety z bloga Doroty. Bo odchudzanie odchudzaniem, ale rodzina żąda czegoś do kawki. Na początku staram sie więc odszukać jakieś "zdrowe" słodkie i tak powstają ciastka z płatkami. Później jednak się rozpędzam i powstają już całkiem niezdrowe czyli zupełnie normalne ciastka. O tych normalnych będzie od nastepnego wpisu...

Teraz jednak anzaki... W przepisie zmieniłam tylko rodzaj płatków, zamiast owsianych użyłam jęczmiennych. Żałuję, że nie zamieniłam jeszcze sody na zwykły proszek... Soda jest w tych, dosyć smacznych ciachach, okrutnie wyczuwalna, niestety :(

Przepis:

  • 85 g płatków jęczmiennych
  • 85 g wiórków kokosowych
  • 100 g maki 
  • 70 g cukru pudru (a, dałam 40 g i i tak były slodkie)
  • 100 g rozpuszczonego masła
  • 1 łyżka miodu płynnego z kwiatu pomarańczy
  • 1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej

Do miski wsypać wszystkie składniki sypkie z wyjątkiem sody. Tę rozpuścić w 2 łyżkach wrzątku. W rondelku rozpuścić masło, dodac miód i sodę, wymieszać ale nie gotować, wlać do miski z sypkimi i zagnieść ciasto. Formować kulki wielkości orzecha włoskiego, lekko spłaszczyć i piec w 180 stopniach C. 8-10 minut. Uwaga! Szybko ciemnieją, lepiej darować sobie termoobieg tym razem. Studzic chwilkę na blaszce, następnie na kratce. 

Piekłam w czwartek, dziś są jeszcze dobre. I tylko ta soda...

środa, 24 lutego 2010

budyń z ciasteczkiem. na deser. Dukan

Nie ma co sobie żałować ;) Odrobina słodyczy jeszcze nikomu nie zaszkodziła ;) Więc na deser będzie budyń cytrynowy z waniliowym ciastkiem, a nawet kilkoma :P

Przepis:

budyń

  • szklanka odtłuszczonego mleka
  • 1 łyżka skrobi kukurydzianej
  • 3 pastylki słodzika
  • pół olejku cytrynowego
  • żółtko (niekoniecznie)

Zagotować 2/3 szklanki mleka, w pozostałym rozmieszać słodzik, skrobię, żółtko i wanilię. Wlać do gotującego  się mleka i chwilkę pogotować, uważając by żółtko się nie ugotowało na twardo ;))

&&&&&

ciastka

  • 2 jaja (białka ubite na sztywno)
  • 3 łyżki otrębów orkiszowych
  • 2 łyżki słodziku
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego

Żółtka utrzeć ze słodzikiem, dodać otręby, wanilię i delikatnie wmieszać pianę z białek. Wyłożyć na papier do pieczenia i piec 20 minut w 160 stopniach C. z termoobiegiem. Studzić na kratce, a pokroić jeszcze ciepłe.

&&&&&

Pozwoliłam sobie na takie pyszności, bo zakończyłam fazę uderzeniową z dosyć dobrym wynikiem. 3,1 kg na wadze jest mniej po sześciu dniach czystobiałkowych :P

niedziela, 21 lutego 2010

razowe ciasteczka w czekoladzie takie na Weekend Czekoladowy


W moim domu wszyscy postanowili dietować lub robić formę;)... Jak nie z własnej nieprzymuszonej (ja) to z własnej przymuszonej;) (mąż przez trenera; córka przeze mnie) woli ;) Ale jak tu obejść Czekoladowy Weekend??? Nie da się, nijak się nie da! Jest to moja ukochana blogowa akcja :*

                                     

Więc żeby pokusa była mała, a jakość kalorii uciszała wyrzuty sumienia, powstały razowe ciacha. Przepis na nie wyszperałam już jakiś czas temu u Doroty i na jego podstawie dziś rano upiekłam ciasteczka do poobiedniej kawy :)

Są smaczne, faktycznie razowe i takie trochę "wiórowate", jeśli wiecie o co mi chodzi...:P

Przepis:

  • 90 g miękkiego masła
  • 60 g ciemnego cukru muscovado
  • 1 jajo
  • 20 g otrębów orkiszowych
  • 25 g wiórków kokosowych
  • garść suszonych wiśni
  • 120 g mąki pszennej razowej
  • 75 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • tabliczka gorzkiej czekolady rozpuszczonej w mikrofali, do maczania ciasteczek

Wszystko włożyłam w mikser, zmiksowałam na grudkowate ciasto, z którego utoczyłam kuleczki wielkości orzecha włoskiego i ulożyłam na blasze z papierem do pieczenia. Kuleczki przycisnęłam widelcem i piekłam w 175 stopniach C. ok 15 minut. Gdy wystygły maczałam jeden koniec w czekoladzie i odkładałam na kratkę. 

Proste, szybkie, smaczne nawet i wyrzuty niewielkie ;)

wtorek, 16 lutego 2010

chrustowo - podkoziołkowo


Miało nie być.

Są.

A właściwie były...

Chruściki.

Tym razem na podstawie przepisu Neli Rubinstein z jej książki "Kuchnia Neli".

Trzy kopiaste talerze lekkich jak piórko, kruchych, wyśmienitych faworków. Dwa talerze powędrowały w świat ;) Jeden skończył w naszych brzuszkach. Mniam ;)

Przepis:

  • 1 jajko
  • 2 żółtka
  • 1 łyżka cukru
  • 1 łyżka spirytusu
  • 2 łyżki rumu karaibskiego
  • 6 łyżek kwaśnej śmietany 18%
  • 2 szklanki mąki (ok 300 g)
  • smalec do smażenia
  • cukier puder do obsypania

Wszystko poza mąką ubiłam trzepaczką, przelałam do  maszyny do wypieku chleba, wsypałam mąkę i ma programie "pasta" zostało wyrobione dosyć luźne, ale nie klejące ciasto. Wywałkowałam, pociełam na wstążki, te na kawałki i zrobiłam faworki przewijając jeden koniec ciasta przez dziurkę ;) Smażyłam chwile z jednej i chwilę z drugiej strony w smalcu rozgrzanym do 170 stopni C. Odsączone na ręczniku papierowym przełożyłam na talerz i obsypałam cukrem pudrem. Smacznego :)


Na Kujawach, w Inowrocławiu gdzie teraz mieszkam, jest zwyczaj chodzenia z kozą w ostatni dzień karnawału. Korowód przebierańcow przemierza ulice miasta, gra, tańczy, "straszy" dzieci, zbiera pączki i na wódkę ;) Są dwie Kozy: Szymborska i Mątewska, i podobno już nie są dla siebie konkurencją ;) W korowodzie idą Dziad i Baba, Państwo Młodzi, Koza i Koźlarek, Niedźwiedź, Kominiarz i Żydzi z najbardziej kolorowym Karnawałem. Zwyczaj ma długą tradycję i jest kultywowany w Inowrocławiu i okolicznych miasteczkach. A, ci  przebierańcy to są sami mężczyźni... ;)

niedziela, 14 lutego 2010

różowe makaroniki walentynkowe trochę z WC ;)

Od razu mówię, że to tylko i wyłącznie moje zdanie jest. Walentynki to szczyt kiczu. I nie będę rozwijać tego zdania. 

Wiem, że są osoby, które to "święto" zbywają milczeniem, udając że go nie ma... Mogłabym i tak, ale wcale nie znaczyłoby to, że tego czegoś nie ma. Nie wystarczy zamknąć oczy... Ono jest. Epatuje z każdej strony. Doprowadza do mdłości swoją słodyczą.

A ja wolę kochać i być kochaną przez wszystkie dni w roku, a nie tylko 14 lutego...

Te różowe makaroniki są swego rodzaju heppeningiem ;) Nie lubię różowego koloru. Nie lubię Walentynek. W wyniku połączenia tych uczuć powstały różowe makarony...

Mam nadzieję, że Olcik mi wybaczy? To są kawowe makaroniki z lutowego wydania Weekendowej Cukierni...;) Pomijając kolor, są wyśmienite. Gorzka czekolada, do której dosypałam granulek kawy doskonale rónoważy słodkość otaczających ją ciasteczek. A te? Chrupkie i lekko ciągnące, i takie jak być powinny. Choć może mogłam masę na nie ze dwa razy jeszcze przemieszać, bo nie do końca ciasteczka są gładkie. Następnym razem się poprawię ;)

Przepis:

  • 100 g białek oddzielonych od żółtek 72 h temu i pozostawionych na blacie
  • 40 g drobnego cukru
  • 200 g cukru pudru
  • 120 g mielonych migdałów
  • odrobina różowego barwnika spożywczego
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady rozpuszczonej*w kilku łyżkach kremówki i 
  • 1 łyżka granulek kawy 

Białka ubijamy na lekką pianę i dosypujemy drobny cukier. Ubijamy na sztywno, dodajemy barwnik. Mielone migdały i cukier puder przesiewamy i mieszamy z ubitymi białkami, delikatnie, do momentu aż masa osiagnie pożądaną strukturę. Umieszczamy ją w rękawie cukierniczym i wyciskamy niewielkie, okrągłe ciasteczka na blachę z papierem do pieczenia. Ciasteczka zostawimy do podeschnięcia na pół godzinki. Umieszczamy blachę w piekarniku rozgrzanym do 150 stopni na jakies 15 minut, zostawiając lekko uchylone drzwiczki. Upieczone makaroniki łączymy w pary, przekładając rozpuszczoną i wymieszana z kawą czekoladą. 

*Grażynko, dzięki za podpowiedź jak rozpuścić czekoladę w mikrofali nie dokładając sobie roboty ze sprzataniem całej kuchenki ;) :*

sobota, 13 lutego 2010

kanadyjskie ciasteczka pomarańczowe i v-ce Mistrz Olimpijski

Dziś na blogach u Grumków, Majany i Atiny pojawiły się ciastka rodem z Kanady. Przypomniały mi one, że dziś jest TEN dzień... Dzień z dużą szansą na medal  olimpijski dla Adama Małysza. A że ciastka same w sobie brzmiały dobrze, miały zachęcające składniki i mało skomplikowane wykonanie, więc postanowiłam i ja zrobić je na wieczorne ogladanie skoków Pana Adama. 

Smakowały wybornie! Konkurs skoków był przepiękny! Adam Małysz zajął drugie miejsce! Pełnia szczęścia w rodzinnym gronie!

Przepis*:

  • 220 g miękkiego masła
  • 2,5 łyżki soku pomarańczowego
  • 0,5 szklanki brązowego cukru
  • 0,5 szklanki skrobi kukurydzianej
  • 2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1 szklanka żurawiny suszonej
  • 0,5 szklanki rozdrobnionych orzechów laskowych
  • 2 łyżki smażonej  skórki pomarańczowej
  • 0,25 łyżeczki soli

Masło wraz z cukrem i sokiem utrzeć na puszystą masę, dosypać mąkę, skrobię i sól i dokładnie wymieszać, dodać bakalie. Z ciasta uformować dwa wałki, zawinąc w papier do pieczenia i umieścic w lodówce na minimum 4 godziny. Po tym czasie pokroić wałki w plastry grubości 1 cm, ułożyc na blasze i piec w 165 stopniach C. ok 20 minut lub do lekkiego zbrązowienia. Wystudzić na kratce. Jeść i cieszyć się z kolejnych sukcesów Wielkiego Małego Człowieka!!!

Ciacha pozwalam sobie dołączyć do akcji "Z widelcem przez kuchnie obu Ameryk".

* Oryginalny przepis pochodzi z książki "Canada - Excellence At Your Table".


czwartek, 11 lutego 2010

pączki z WC, dla Sąsiadów ;)

My się odchudzamy ;) Ale przecież zasada znana jak świat "w przyrodzie nic nie ginie", powoduje, że zadbałam o moich ukochanych Sąsiadów: Dorotkę, Sławka, Anetkę i Jakubka i nasmażyłam im pączków :) Się ucieszyli, palce lizali (własne), po rękach całowali (panowie mnie), ja sobie sprawiłam przyjemność samym robieniem pączków i bardzo mi było miło, że im smakowało!

Pączki robiłam wg przepisu podanego przez Olcika do Lutowej Weekendowej Cukierni, z tą małą różnicą, że z podwójnej porcji ;)

Przepis:

  • 1 kg mąki pszennej T.500 przesianej
  • 100 g drożdży (pączki zawsze robię ze świeżych)
  • 120 g cukru
  • pół litra mleka
  • 8 żółtek (miałam wielgachne)
  • 100 g roztopionego masła
  • skórka i sok z 1 cytryny
  • 1 kieliszek (2 łyżki) spirytusu
  • szczypta soli
  • konfitura z róży do nadziewania
  • smalec (tylko na smalcu pączki są pączkami) do smażenia

Do miski rozkruszam drożdże i zasypuję je połową cukru, zostawiam na chwilkę, potem dosypuję ok 200 g mąki i wlewam pół szklanki letniego mleka. Robię zaczyn i odstawiam w ciepłe miejsce. Żółtka ucieram z cukrem na kogel mogel. Mleko, kogel mogel, mąkę, resztę cukru, podrośnięty zaczyn, sok z cytryny, skórkę i spirytus oraz szczyptę soli umieszczam w maszynie do pieczenia chleba, która pięknie wyrabia ciasto. Podczas wyrabiania dolewam rozpuszczone masło. Wyrobione ciasto zostawiam na podrośnięcie na ok 10 minut, po tym czasie maszyna jeszcze raz wyrabia ciasto. I dopiero tak wyrobione ciasto forumuję w pączki nadziewając konfiturą z płatków róży. Odstawiam przykryte ściereczką na solidnie omączonym blacie do wyrośnięcia. Smażę we frytownicy, na smalcu, w 170 stopniach po 2 minuty z każdej strony. Lukruję najprostszym lukrem z cukru pudru i wody.

Mam w tym karnawale usmażoną setkę pączków na liczniku. Z tej porcji wychodzi ich 39 i są bardzo smaczne i delikatne. Polecam :)

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin