Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcje blogowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcje blogowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 listopada 2010

buraczkowe ciasto czekoladowe WC październik :)

Chyba październik? Bo się trochę pogubiłam... Praca i do tego studia podyplomowe (w starczym wieku jednak stanowczo w domu się powinno pod kocem leżeć, a nie studiować hi, hi) pochłaniają czas prawie maksymalnie. Oczywiście piekę (jutro rogale), gotuję i nawet robię zdjęcia, i tylko już dalej to powinnam sekretarke mieć ;) No ale tego ciacha nie mogłam sobie odmówić, po pierwsze z ciekawości, po drugie ze ślinotoku jakiego dostawałam na widok już upieczonego przez innych. 

Powiem tak: w życiu nie jadłam tak pysznego ciasta czekoladowego! A jadłam wiele, bo to mój ulubiony gatunek ciast jest :)

Przepis jest od Pinkcake i ja nic w nim nie zmieniłam, to znaczy zmieniłam ;) bo nie odcisnęłam soku, nie wydawało mi się to konieczne... I dobrze zrobiłam :) 

  • Czekoladowe ciasto buraczane

  • 250 g gorzkiej czekolady
  • 3 jajka
  • 200 g brązowego cukru
  • 100 ml oleju
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 100 g mąki
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 50 g mielonych migdałów
  • 250 g surowych buraków startych na drobnych oczkach

    Na polewę:

  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 100 g cukru
  • 100 g kwaśnej śmietany

    Wykonanie ciasta:


Czekoladę połamać na kawałki i rozpuścić w kąpieli wodnej po czym ostudzić.

Jajka ubić z cukrem i olejem do uzyskania kremowej masy. Następnie delikatnie połączyć masę jajeczną z ekstraktem waniliowym, przesianą mąką, sodą, proszkiem do pieczenia i mielonymi migdałami.

Ze startych buraków odcisnąć nadmiar soku. Dodać je do ciasta wraz z roztopioną czekoladą i dokładnie wymieszać.

Przełożyć masę do blaszki lub tortownicy (22 cm) z dnem wyłożonym papierem i piec w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 50-60 minut do suchego patyczka. Jeżeli ciasto zbytnio się rumieni od góry, można je przykryć folią aluminiową. Upieczone ciasto odstawić na chwilę, po czym wyjąć z formy i ostudzić na kratce.

Przygotować polewę: czekoladę rozpuścić w kapieli wodnej, ostudzić. Zmiksować razem z cukrem i śmietaną. Rozsmarować po wierzchu i brzegach wystudzonego ciasta


czwartek, 27 maja 2010

koktail na drugie śniadanie

Moje odchudzanie trwa :D Żyję sobie wg karteczek od Pani Dietetyk i wg godzin wyznaczonych na posiłki (9-12-15-17-19.30). Nie jest źle. Nawet jest dobrze. Mogę sobie pozwolić na taki luksus jeszcze teraz, bo od września powrót do pracy mnie czeka i pewnie z dyscypliną jedzeniową nie będzie już tak różowo... A jak mądrzy ludzie mówią, najważniejsze w odchudzaniu jest: nie być głodnym! 

Tak więc nie jestem :P Oto na przykład moje dzisiejsze drugie śniadanie (majowe oczywiście).

Koktail za 260 kcal.

  • 1 średni banan (100g)
  • 150 g truskawek
  • 250 g kefiru (mój to nawet 2% jest)

Wszystkie składniki razem zmiksować. I gotowe.

Wychodzą z tej porcji dwie szklanki pysznego (truskawki) i pożywnego (banan) koktailu. Polecam :)

czwartek, 6 maja 2010

rolada czosnkowo-ziołowa

To mięso przygotowywałam na stół wielkanocny po raz pierwszy. W oryginalnym przepisie występuje boczek, ale znając preferencje mojej rodziny wolałam od boczku odstąpić i zastąpić go karkówką, która swoje zadanie spełniła doskonale :) Propozycja ta miała 'obsłużyć' co najmniej dwie kulinarna, blogowe akcje, ale nie wyszło... I choć nie jestem do końca przekonana o słuszności decyzji, do dodaję moje mięsko do micowej akcji śniadań majowych... Choć gwoździem śniadań majowych w moim domu będzie coś zupełnie innego... ;)

Przepis:

  • ok. 1 kg świeżej karkówki
  • 6-7 roztartych z  1 łyżeczką soli ząbków czosnku
  • po 1/2 łyżeczki suszonej miety, szałwi, cząbru, bazylii i majeranku
  • łyżka oliwy
  • łyżka żubrówki lub białego wina
  • 1/2 szklanki bulionu
  • 1/4 łyżeczki pieprzu

Utraty czosnek połączyć z ziołami, oliwa i alkoholem. Umyte i osuszone mięso rozkroić tak, by można było je później łatwo zwinąć w roladę, rozłożyć i natrzeć pastą ziołową. Ciasno zrolować, obwiązać sznurkiem i zawinąć w folię do pieczenia. Wstawić na noc do lodówki. Następnego dnia umieścić w nagrzanym do 180 stopni C. piekarniku i piec ok 90 minut, lub dłużej i w niższej temperaturze, jak kto woli :) Pod koniec pieczenia można odwinąć folię i mięso nieco przyrumienić.

Podawać na gorąco z ostrymi sosami lub na zimno  z chrzanem, do kanapek.

niedziela, 21 lutego 2010

razowe ciasteczka w czekoladzie takie na Weekend Czekoladowy


W moim domu wszyscy postanowili dietować lub robić formę;)... Jak nie z własnej nieprzymuszonej (ja) to z własnej przymuszonej;) (mąż przez trenera; córka przeze mnie) woli ;) Ale jak tu obejść Czekoladowy Weekend??? Nie da się, nijak się nie da! Jest to moja ukochana blogowa akcja :*

                                     

Więc żeby pokusa była mała, a jakość kalorii uciszała wyrzuty sumienia, powstały razowe ciacha. Przepis na nie wyszperałam już jakiś czas temu u Doroty i na jego podstawie dziś rano upiekłam ciasteczka do poobiedniej kawy :)

Są smaczne, faktycznie razowe i takie trochę "wiórowate", jeśli wiecie o co mi chodzi...:P

Przepis:

  • 90 g miękkiego masła
  • 60 g ciemnego cukru muscovado
  • 1 jajo
  • 20 g otrębów orkiszowych
  • 25 g wiórków kokosowych
  • garść suszonych wiśni
  • 120 g mąki pszennej razowej
  • 75 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • tabliczka gorzkiej czekolady rozpuszczonej w mikrofali, do maczania ciasteczek

Wszystko włożyłam w mikser, zmiksowałam na grudkowate ciasto, z którego utoczyłam kuleczki wielkości orzecha włoskiego i ulożyłam na blasze z papierem do pieczenia. Kuleczki przycisnęłam widelcem i piekłam w 175 stopniach C. ok 15 minut. Gdy wystygły maczałam jeden koniec w czekoladzie i odkładałam na kratkę. 

Proste, szybkie, smaczne nawet i wyrzuty niewielkie ;)

sobota, 13 lutego 2010

kanadyjskie ciasteczka pomarańczowe i v-ce Mistrz Olimpijski

Dziś na blogach u Grumków, Majany i Atiny pojawiły się ciastka rodem z Kanady. Przypomniały mi one, że dziś jest TEN dzień... Dzień z dużą szansą na medal  olimpijski dla Adama Małysza. A że ciastka same w sobie brzmiały dobrze, miały zachęcające składniki i mało skomplikowane wykonanie, więc postanowiłam i ja zrobić je na wieczorne ogladanie skoków Pana Adama. 

Smakowały wybornie! Konkurs skoków był przepiękny! Adam Małysz zajął drugie miejsce! Pełnia szczęścia w rodzinnym gronie!

Przepis*:

  • 220 g miękkiego masła
  • 2,5 łyżki soku pomarańczowego
  • 0,5 szklanki brązowego cukru
  • 0,5 szklanki skrobi kukurydzianej
  • 2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1 szklanka żurawiny suszonej
  • 0,5 szklanki rozdrobnionych orzechów laskowych
  • 2 łyżki smażonej  skórki pomarańczowej
  • 0,25 łyżeczki soli

Masło wraz z cukrem i sokiem utrzeć na puszystą masę, dosypać mąkę, skrobię i sól i dokładnie wymieszać, dodać bakalie. Z ciasta uformować dwa wałki, zawinąc w papier do pieczenia i umieścic w lodówce na minimum 4 godziny. Po tym czasie pokroić wałki w plastry grubości 1 cm, ułożyc na blasze i piec w 165 stopniach C. ok 20 minut lub do lekkiego zbrązowienia. Wystudzić na kratce. Jeść i cieszyć się z kolejnych sukcesów Wielkiego Małego Człowieka!!!

Ciacha pozwalam sobie dołączyć do akcji "Z widelcem przez kuchnie obu Ameryk".

* Oryginalny przepis pochodzi z książki "Canada - Excellence At Your Table".


piątek, 5 lutego 2010

racuchy

Mamo, zrób pączki... - usłyszałam dziś. Jasne. Pączki. A komu by sie chciało stać, nadziewać i smażyć? Wybrałam nieco prostszą wersję, no a przede wszystkim szybszą. I tak na podwieczorek dzis były racuchy. Przepis, jak to na racuchy czy naleśniki, "na oko". Tak robiła moja babcia i zawsze wychodziły jej racuszki palce lizać. Tak robię i ja, i dzieciaki palce liżą, więc chyba nie są takie najgorsze ;)

Przepis:

  • ok. 0,5 kg mąki pszennej przesianej
  • ok. 2 szklanek letniego mleka
  • 2 łyżki cukru
  • 3 torebki suszonych drożdży (lub 50g świeżych i te trzeba rozczynić)
  • 1 jajo
  • szczypta soli
  • olej do smażenia

Wlewam i wsypuję, włączam maszynę na programie jakimkolwiek, chodzi tylko o lekkie wyrobienie niezbyt rzadkiego ciasta. Przekładam do miski i odstawiam do podwojenia objętości, w czasach kaloryferów już po 20 minutach rozgrzewam olej na patelni. Smażę na złoto-brązowo-chrupiąco, ale zawsze tak, by w środku były puszyste. Podaje opruszone cukrem pudrem.

Moje MM poszło spać ;) A racuchy doskonale kwalifikują się do "karnawałowych przekąsek" i "kulinarnych pereł z lamusa", wszak przepis ma ze 100 lat ;)

                                           


wtorek, 19 stycznia 2010

ciapka z camembertem ;)

Zarzuciłam nieco blogowanie... Bo co? Bo w sumie nic, albo bo to co aga-aa... tylko, że ja nie nazwałam tego tak wprost. Tłumaczyłam sobie raczej "byciem na diecie" - a kysz!

Faktycznie, postanowiłam zmienić "nieco" mój styl jedzenia i powrócić grzecznie to modelu, który kilka lat temu pozwolił mi być 'laską' ha, ha, ha... W każdym razie z pewnością służył dobremu samopoczuciu. I faktycznie, nie jest to powodem do zaprzestania blogowania. I znowu faktycznie, będzie mniej WP i WC, ale i tak będzie kolorowo ;)

Mój dzisiejszy obiad. Ciapka z camembertem. Pomysł zaczerpnięty z tej strony już dobrych kilka lat temu i wpisany w zeszyt z przepisami MM. Jest to  posiłek tłuszczowy, zgodny z I fazą MM właśnie. A nazwa? No cóż... ja  jej nie wymyśliłam ;)

A pyszne to jedzonko dedykuję Agacie, aga-aa Twoje zdrowie!

Przepis:

  • mała cukinia w plastry
  • 3 małe pomidory
  • mały brokuł podgotowany
  • 3 ząbki czosnku
  • camembert
  • oliwa, sól, pieprz

Rozgrzewamy oliwę na patelni, wrzucamy wszystkie warzywa i dusimy chwil kilka, doprawiamy. Gdy wydzieli się sosik, to na środku patelni robimy dołek i wkładamy w niego ser na chwilkę. Chodzi o to, by zmiękł i pięknie sie "ciągnął".

Podajemy w towarzystwie kieliszka czerwonego wina wytrawnego :-)

Zdrowe jest i smaczne, więc wędruje do mojej ulubionej akcji durszlakowej 

czwartek, 7 stycznia 2010

truskawkowo-jogurtowy sernik na zimno


Okazji było/jest kilka aby zrobic TAKI sernik ;) Po pierwsze, to była namiastka tortu urodzinowego dla mojego synka, który wczoraj skonczył 3 latka. Po drugie, fajnie jest zacząć kolejną setkę postów od takiego sernika, który choć dietetyczny, to jednak zniknął w tempie błyskawicznym, a na fotografiach jest jego ostatni kawałek... Po trzecie, owo TAKI to słowo-klucz, podobnie jak słowo dietetyczny ;) A no bo się nowy rok zaczął... i choć ja z tych co postanowień nie robią, a już na pewno nie z "okazji nowego roku" ani "od poniedziałku", to jednak tak sobie pomyślałam, ze w czterdziestej wiośnie lub jesieni (niepotrzebne skreślić) życia można byłoby coś dla siebie zrobić i na przykład wrócić do formy sprzed ciąży? Bo w sumie czemu nie? No i jest! Ale spokojnie, można ów sernik zrobić i w formie zupełnie nie dietetycznej ;) 

Jakiś czas temu gotowałam i jedliśmy wg metody Montignaka. Pozwoliło to w sposób dosyć miły i mało uciążliwy w sumie ustabilizować kilka dosyć istotnych w pewnym wieku (hm ;)) parametrów życiowych, a przy okazji również zgubić kilkanaście kilogramów. I choć przez palce mi nie chce przejść, że się odchudzić chcę (nie cierpię odchudzania!!!), to jednak wrócę do MM. Zobaczymy co tym razem mi z tego wyjdzie ;) 

A teraz sernik truskawkowo-jogurtowy na zimno.

Przepis:

  • 1/2 kg twarogu chudego
  • duży kubek jogurtu naturalnego chudego
  • 1/2 szklanki fruktozy
  • 2 galaretki bez cukru truskawkowe
  • 3 łyżki żelatyny
  • słoiczek mojej frużeliny truskawkowej robionej z fruktozą żelującą
  • galaretka na górę, też bez cukru za to dosłodzona fruktozą

Galaretki należy zrobić z połowy porcji wody rozpuszczając razem z nimi równiez żelatynę. Jedynie galaretkę na górę robimy z całości wody. Przestudzone galaretki jak równiez całą resztę składników wkładamy do blendera i miksujemy do uzyskania aksamitnej całości. Wylewamy do tortownicy 24 cm i chłodzimy. Po zastygnięciu wylewamy jeszcze galaretkę na górę. I tym sposobem mamy deser zgodny z I fazą MM :-), który śmiało dodaję do FANTASTYCZNEJ!!!! akcji Niny

środa, 25 listopada 2009

mincemeat... z żurawiny ;)


Ze zrobieniem tej "mielonki" zwlekałam blisko 2 lata. W końcu zmotywowała mnie Szarlotek swoim przepięknym zdjęciem tego smakowego cuda. Teraz już nie pozostaje mi nic innego jak zrobienie jeszcze tych charakterystycznych, kruchych gwiazdeczek... Ale to może później :-)

Oryginalny przepis znajduje się tu i jest autorstwa Nigelli Lowson. Ja z różnych względów odrobinkę musiałam zmienić, ale efekt i tak robi wrażenie.

Przepis:

  • 60 ml wiśniowej, korzennej nalewki
  • 75 g brązowego cukru
  • 300 g świeżej żurawiny
  • 30 g suszonej żurawiny
  • 150 g sułtanek
  • 1/2 łyżeczki utartych goździków
  • 1 łyżeczka sproszkowanego cynamonu
  • 1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
  • sok z połowy pomarańczy
  • aromat migdałowy
  • 1/2łyżeczki esencji waniliowej
  • 25 ml whisky scotch
  • 2 łyżki miodu

W rondlu podgrzać nalewkę z cukrem, do gotującego się syropu  wsypać przyprawy, suszone owoce oraz żurawinę i smażyć ok 20 minut aż owoce żurawiny popękają, a suszone niemal całkowicie wchłoną płyn. Przestudzić odrobinę i dodać whisky, aromat, esencję i miód. Dobrze rozmieszać. Gotowe!

PS. Z herbata smakuje wyśmienicie :-)

a ponieważ korzenna jest bardzo, więc weźmie udziła w korzennej akcji 

sobota, 21 listopada 2009

sałatka brokułowa z mlecznym chlebem

Ot, taka sałatka mi sie wczoraj zrobiła po przeglądzie lodówki ;) I wiem, że co blog to inaczej prezentuje się sałatka z brokułem w roli głównej. Moja ma w sobie to, co akurat się nawinie i tak jest każdorazowo, gdy ją robię ;)

Przepis:

  • brokuł obgotowany i podzielony na mniejsze części
  • kilka parówek
  • puszka czerwonej fasolki 
  • kostka sera fet
  • kiełki sojowe
  • zielony ogórek 

Parówki, ogórka, fetę kroimy na małe kwadraciki i razem  z brokułem, odsączoną fasolką i kiełkami mieszamy w misce.

dressing:

  • trochę majonezu
  • trochę śmietany lub gęstego jogurtu typu greckiego
  • 2 ząbki czosnku przeciśniętego przez praskę
  • 2 szczypty świeżo mielonego pieprzu

wszystkie składniki dokładnie wymieszać i tak przygotowanym sosem oblać sałatkę. Całość umieścić w lodówce na małą godzinkę w celu "przegryzienia się";)

Do takiej sałatki moje dzieci najbardziej lubia mleczny chleb. To jest chleb, który piekła moja mama, gdy czasy były złe i za chlebem stały kolejki... Nic nadzwyczajnego... Ale smak i zapch przywołuje tamte soboty, których nigdy już nie będzie...

Chleb mleczny - przepis:

  • 450 g mąki pszennej
  • 300 ml mleka najlepiej zsiadłego, ale słodkie też jest OK
  • szczypta cukru
  • łyżeczka soli
  • 7 g suszonych drożdży

W kolejności mokre, sypkie, drożdże wszystko wędruje do maszyny i po wyrobieniu i wyrośnięciu jest wykładane na blat i krótko zagniatane. Później ciasto wędruje do keksówki, tam sie podwaja. Piekę w 210 stopniach C. ok 35 minut. 

Sałatka brokułowa wpada do sałatkowego baru ;) 


środa, 18 listopada 2009

korzenne muffinki z jabłkami i orzechową posypką


Jakiś czas temu na blogu Dorotus znalazłam przepis na takie właśnie muffiny. Nie było jednak okazji specjalnych, żeby je zrobić. Dziś niby też okazji żadnej nie było, no może z wyjątkiem małej nadziei na odwiedziny Przyjaciół (Karol! W dziób! Aga! Buziak!), którzy dotarli w połowie, tej lepszej ;) Jednak głównym motorem, który zapędził mnie do kuchni była reklama... No bo trafia mnie, gdy słyszę, że "TO JUŻ ŚWIĘTA"! Jakie Święta ja się pytam??? No i na złość tym reklamom zrobiły mi się muffiny świętami pachnące ;)

Przepis:

  • 1,5 szklanki mąki pszennej
  • 0,5 szklanki mąki razowej
  • pół szklanki jasnego brązowego cukru
  • 1 płaska łyżka przyprawy korzennej do piernika
  • szczypta soli
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • pół szklanki mleka
  • pół szklanki jogurtu naturalnego (lub maślanki)
  • 3 łyżki roztopionego masła (około 45 g)
  • 1 jajko
  • 3 średniej wielkości jabłka, obrane i pokrojone w kostkę

Na posypkę:

  • 1 garść posiekanych drobno orzechów włoskich
  • kilka łyżek cukru demerara

W misce wymieszać wszystkie składniki suche, w drugiej wszystkie mokre. Mokre wlać do suchych i z grubsza wymieszać łyżką. Dodać pokrojone w małą kosteczkę jabłka. Wymieszane ciasto wyłożyć do przygotowanej formy na muffiny. Obsypać posypką. Piec 25 minut w 180 stopniach C.

Ja z tych leniwych, więc jabłek nie chciało mi się kroić w małą kosteczkę ;) Gdyby jednak tak zrobić, to ciacha będą miały gładką strukturę, a nie taką skalno-górzystą ;) Niemniej wielkość jabłek nie wpływa zupełnie na smak muffinek. Polecam!

No a zupełnie przy okazji i pomimo muffinki dodaję do korzennej akcji 


niedziela, 8 listopada 2009

risotto - pojęcie pojemne ;)


No jest to problem, nie powiem. Czasem taka resztka rosołu z kawałkiem mięsa potrafi stać w lodówce do następnej niedzieli, po czym rosół wędruje do wylania, mięso zjadają koty i tyle. Ostatnio jednak się spinam ;) i z resztek coś upichcę. Kiedyś tym sposobem powstały resztkowce, a ostatnio risotto. Mój mąż lubi też sałatkę grecką, gdzie obok fety występuje takie gotowane mięso rosołowe.

Wróćmy do risotto. Na szczęście jest to potrawa prawie jak nasz bigos ;), do której można dodać co się chce, byleby ryż miał kremową konsystencję. Mój miał :-)

Przepis:

  • oliwa z oliwek
  • masło
  • duża cebula
  • 200 g ryżu do risotto
  • 0,5 kg pieczarek
  • rosół
  • mięso z rosołu
  • mała puszka czerwonej fasoli
  • mała puszka białej fasoli

Na patelni rozgrzewam oliwę z masłem i podsmażam delikatnie pociętą w piórka cebulę. Pieczarki myje i kroję w mniejsze kawałki, wrzucam na patelnię i delikatnie solę. Przykrywam i duszę, aż uznam ilość pieczarkowego sosu za wystarczającą. Wsypuje ryż, mieszam i czekam aż wchłonie pieczarkowy sos, dolewam rosół, przykrywam i zostawiam na małym ogniu. Gdy płyn się wchłonie mieszam i w razie potrzeby dolewam jeszcze odrobine rosołu. Mięso rozdrabniam i dodaję do ryżu, wsypuję również fasolkę i teraz tylko podgrzewam. Tym sposobem otrzymuję pełnowartościowy, jednogarnkowy, mało pracochłonny obiad, a w dodatku nie mam problemu z resztą niedzielnego rosołu :-)

sobota, 17 października 2009

!!! RÓŻOWA WSTĄŻKA !!!

 Jestem z rodziny dotkniętej problemem raka piersi... Należę do grupy podwyższonego ryzyka... Pamietam teraz i pamiętać będę do końca życia... 

wtorek, 6 października 2009

resztkowce i tzatziki ;)


Wczoraj Grażynka opisała swoje poniedziałkowe przygody z mięsem z niedzielnego rosołu ;) U mnie jest podobnie. Na niedzielny obiad rosół być MUSI, bo jak nie będzie rosołu to i niedzieli nie ma ;) No więc tydzień w tydzień, co tydzień rosół jest! Ja gotuję go na całym, niewielkim kurczaku. Potem co lepsze kęski są zjedzone przez moich Chłopaków, a taka na przykład pierś pozostaje w niełasce. I wczorajszy przepis Grażki na kotlety z wykorzystaniem gotowanego mięsa kurczaka stał się inspiracją dla moich resztkowców.

Przepis:

  • 3 średnie ziemniaki
  • 3 jajka
  • 6 łyzek mąki
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • gotowana pierś z kurczaka
  • 2 małe gotowane marchewki 
  • garść płatków migdałowych

Ziemniaki obrac, umyć i zetrzeć na drobnej tarce, do ziemniaków wbić 3 jaja i wszystko razem dobrze wymieszać. Dosypać mąkę z proszkiem i wymieszać na jednolitą masę, wlać oliwę. Mięso i marchewki drobno posiekać i wmieszać w ziemniaczano-jajeczną masę. Posolić i popieprzyć. Smażyć z obu stron do zrumienienia. 

Ja podałam w towarzystwie nieśmiertelnego sosu tzatziki.


Przepis:

  • średni zielony ogórek
  • duży ząbek czosnku
  • duży jogurt grecki
  • sól
  • pieprz

Ogórk obrać i zetrzeć na drobnej tarce, odlać sok. Ząbek czosnku obrac i wycisnąć przez praskę, dodać jogurt i wszystko razem wymieszać. Posolić i popieprzyc do smaku.

Resztkowce wpisuję do akcji Olgi Ziemniaczany Sezon 2009.

i do Festiwalu Marchewkowego Olciaky :-)


poniedziałek, 7 września 2009

śliwkowe crumble


Crumble czyli zapiekanka z kruszonką... Najprostszy deser na świecie, a do tego smaczny niemożliwie i dający wielkie pole do popisu. Wiem, moje crumble jest zwykłe, ale... Można je zrobic na słodko i tak chyba jest najpopularniejsze, ale można też na wytrawnie i takie mam w planach. 

Kruszonkę mam zawsze, małe porcje mrożę w woreczkach i grzecznie sobie czekają na swój czas. Czasem zupełnie zapominam, że je mam ;) A mrożenia kruszonki nauczyłam się od Nigelli z któregoś programu telewizyjnego. Ale przepis na kruszonkę jest także w książce "Nigella ekspresowo".

W sobotę wieczorem Anetka z góry (sąsiadka od kotów) podrzuciła mi woreczek wybornych śliweczek (hi, hi, hi...). I choć pierwotny plan wobec nich był nieco ambitniejszy, bo miało powstać odwrócone ciasto ze śliwkami odpatrzone od Gosi, to niedzielne lenistwo i ta szaro-bura, zimna, deszczowa i okropnie wietrzna pogoda sprawiła, że powstał deser na ciepło z dodatkiem rozgrzewających imbiru i kardamonu :-)

Przepis:

  • 1 kg śliwek
  • po łyżeczce mielonego kardamonu i imbiru
  • 100 g masła
  • 50 g brązowego cukru
  • 200 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • i jeszcze raz po łyżeczce ww. przypraw

Formę do zapiekania wysmarować masłem, piekarnik rozgrzać do 180 stopni C. Śliwki umyć, przepołowić i wypestkować. Wyłożyć do nasmarowanego naczynia i opruszyć kardamonem i imbirem.

Z masła, cukru, przypraw i mąki zrobić kruszonkę, najlepiej palcami i obsypać nią śliwki. Ja po prostu wykładam z zamrażalnika 2 woreczki kruszonki i taką zmrożoną jeszcze wysypuję na owoce.

Całość zapiekać ok. 40 minut.

Podawać albo gorące (u mnie tylko tak) albo zimne. Smacznego!



Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin