Chyba październik? Bo się trochę pogubiłam... Praca i do tego studia podyplomowe (w starczym wieku jednak stanowczo w domu się powinno pod kocem leżeć, a nie studiować hi, hi) pochłaniają czas prawie maksymalnie. Oczywiście piekę (jutro rogale), gotuję i nawet robię zdjęcia, i tylko już dalej to powinnam sekretarke mieć ;) No ale tego ciacha nie mogłam sobie odmówić, po pierwsze z ciekawości, po drugie ze ślinotoku jakiego dostawałam na widok już upieczonego przez innych. Powiem tak: w życiu nie jadłam tak pysznego ciasta czekoladowego! A jadłam wiele, bo to mój ulubiony gatunek ciast jest :)
Przepis jest od Pinkcake i ja nic w nim nie zmieniłam, to znaczy zmieniłam ;) bo nie odcisnęłam soku, nie wydawało mi się to konieczne... I dobrze zrobiłam :)
Czekoladowe ciasto buraczane- 250 g gorzkiej czekolady
- 3 jajka
- 200 g brązowego cukru
- 100 ml oleju
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
- 100 g mąki
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 50 g mielonych migdałów
- 250 g surowych buraków startych na drobnych oczkach
Na polewę:
100 g gorzkiej czekolady- 100 g cukru
- 100 g kwaśnej śmietany
Wykonanie ciasta:
Czekoladę połamać na kawałki i rozpuścić w kąpieli wodnej po czym ostudzić.
Jajka ubić z cukrem i olejem do uzyskania kremowej masy. Następnie delikatnie połączyć masę jajeczną z ekstraktem waniliowym, przesianą mąką, sodą, proszkiem do pieczenia i mielonymi migdałami.
Ze startych buraków odcisnąć nadmiar soku. Dodać je do ciasta wraz z roztopioną czekoladą i dokładnie wymieszać.
Przełożyć masę do blaszki lub tortownicy (22 cm) z dnem wyłożonym papierem i piec w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 50-60 minut do suchego patyczka. Jeżeli ciasto zbytnio się rumieni od góry, można je przykryć folią aluminiową. Upieczone ciasto odstawić na chwilę, po czym wyjąć z formy i ostudzić na kratce.
Przygotować polewę: czekoladę rozpuścić w kapieli wodnej, ostudzić. Zmiksować razem z cukrem i śmietaną. Rozsmarować po wierzchu i brzegach wystudzonego ciasta
Moje odchudzanie trwa :D Żyję sobie wg karteczek od Pani Dietetyk i wg godzin wyznaczonych na posiłki (9-12-15-17-19.30). Nie jest źle. Nawet jest dobrze. Mogę sobie pozwolić na taki luksus jeszcze teraz, bo od września powrót do pracy mnie czeka i pewnie z dyscypliną jedzeniową nie będzie już tak różowo... A jak mądrzy ludzie mówią, najważniejsze w odchudzaniu jest: nie być głodnym!


Choć gwoździem śniadań majowych w moim domu będzie coś zupełnie innego... ;)






Smakowały wybornie! Konkurs skoków był przepiękny! Adam Małysz zajął drugie miejsce! Pełnia szczęścia w rodzinnym gronie!





Podajemy w towarzystwie kieliszka czerwonego wina wytrawnego :-)







Sałatka brokułowa wpada do sałatkowego baru ;) 















Podawać albo gorące (u mnie tylko tak) albo zimne. Smacznego!

