Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiady. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 listopada 2010

Na Świętego Marcina najlepsza gęsina

Nie, nie rogale też były, a jakże ;) Ale o rogalach, choć wtedy "prawie" jak świętomarcińskich, było w ubiegłym roku. W tym roku rogali upiekłam na zamwienie rodziny i sąsiadów w sumie 96 sztuk, zostawiając nam tylko 4 ;) i były to już rogale w 100% świętomarcińskie, bo z białym makiem :)

W tym roku na Święto Niepodległości była gęsina.

Mieszkam, gdzie mieszkam i przynajmniej z gęsią owsianą, białą kołudzką w sezonie nie mam kłopotu ;) Wystarczy jeden telefon w jedno miejsce i gąska już zamówiona :) Tak więc u mnie na Marcina w tym roku gęsina.

Gęś pieczona z jabłkami podana w towarzystwie czerwonej kapusty z żurawiną

  • gęś ok 4 kg
  • 3 duże jabłka (najlepsze  są renety)
  • suszony estragon, majeranek, sól i pieprz

Sprawioną gęś myjemy, osuszamy i odcinamy szyję. Całość nacieramy solą, estragonem, majerankiem i pieprzem. Do brzucha gęsi wkładamy odciętą szyjkę oraz pokrojone na cząstki dwa jabłka (ja nie obieram ich ze skóry). Brzuch spinamy, zszywamy lub po prostu związujemy gęsi nogi (tak robię i jest OK). Gęś wkładamy do foliowego rękawa do pieczenia, rękaw związujemy i wykałaczką nakłuwamy tak, żeby przy okazji nakłuć miejsca tuz przy gęsich udkach, tłuszcz wtedy będzie się ładnie wytapiał. Odkładamy na godzinkę w chłodne miejsce. Piekarnik nagrzewamy do180 stopni z termoobiegiem, gęś w folii umieszczamy na blaszce do pieczenia piersią do dołu i pieczemy ok 4 godzin (1 godzina pieczenia na 1 kg gęsi). Godzinę przed końcem pieczenia rozrywamy folię i obkładamy grzbiet gęsi pokrojonym w plastry trzecim jabłkiem i dopiekamy. 

Czerwona kapusta:

  • główka czerwonej kapusty
  • 2 łyżki gęsiego  smalcu
  • 2 czerwone cebule
  • 1 duże jabłko
  • 1 łyżka cukru
  • 4 ziela angielskie
  • 1 listek laurowy
  • 2 goździki
  • 1 kora cynamonowa
  • 2 łyżki octu z czerwonego wina
  • 1 szklanka wytrawnego czerwonego wina
  • 1 szklanka żurawiny suszonej lub świeżej

Smalec rozgrzewamy w wysokim garnku, pokrojona w pólplasterki cebulę szklimy i dokładamy pokrojone w plasterki jabłko, obsypujemy cukrem. Gdy zacznie się karmelizować wlewamy ocet winny i wino, wkładamy wszystkie przyprawy i kapustę i dusimy pod przykryciem do miękkości. Pod koniec duszenia dokładamy żurawinę (jeśli świeża to garnek trzeba szybko przykryć, bo żurawina pękając dosyć solidnie "strzela"). W razie konieczności kapustę można dosolić i opruszyć świeżo zmielonym pieprzem.

Świąteczny obiad był znakomity :) Gęś mięciutka i bardzo aromatyczna. Kapusta rozpływała się w ustach :) Można serwować to towarzystwo z kluskami śląskimi, ale co za  dużo to nie zdrowo i u mnie były zwykłe pieczone ziemniaki :)

sobota, 2 października 2010

papryka faszerowana

Hania mi przypomniała, że istnieje szybkie, pyszne danie. Faszerowana papryka, mniam. I odkąd mi Hania przypomniała, to papryka gości u mnie 2 razy w tygodniu... raz w wersji grzybowej z kaszą gryczaną, raz w wersji "gołąbkowej". Ta z fotografii jest w wersji "gołąbkowej". Jednogarnkowe danie obiadowe, pyszne!

Papryka faszerowana

  • 5 ładnych papryk
  • 0,5 kg mięsa mielonego
  • 1 torebka ryżu/kaszy*
  • 1 przyprawa do gołąbków bez zawijania Knorr/łyżka mielonych suszonych grzybów**
  • sól, pieprz w wersji grzybowej
  • 2 cebule 
  • 2 jaja
  • 0,5 litra bulionu warzywnego/grzybowego
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego do wersjii gołąbkowej

Odkroić paprykom 'czapeczki', oczyścic z pestek. Ryż/kaszę ugotować wg przepisu na opakowaniu, cebulę drobno pokroić i podsmażyć na łyżce oleju. Wszystkie składniki (odpowiednie dla wersji) połączyć ze sobą, masą wypełnić papryki, przykryć 'czapeczkami', umieścić w głębokim rondlu, zalać bulionem z koncentratem lub kostką grzybową i dusić pod przykryciem ok. 40 minut na wolnym ogniu. Pycha!

U mnie jada się z 'niczym' ;) choć znam takich, co to z ziemniakami jedzą.... ;0

niedziela, 24 stycznia 2010

miałam nie gotować...

Tak właśnie miało być. No bo po co? To po pierwsze, a po drugie, należy się raz na jakiś (zazwyczaj długi bardzo) czas dzień "nicnierobienia". No ale natura jednak silniejasza i trzeba było wyjść spod ciepłej kołdry i coś sobie upichcić ;) Danie szybkie, smaczne i pożywne, i z czosnkiem. czego chcieć więcej? Słodyczy? A, słodyczy... no to był i kawałek czekolady... gorzkiej czekolady... dobrej 70% :-)

Przepis:

  • pół filetu z kurczaka
  • garść suszonej włoszczyzny
  • sól
  • mała cukinia
  • 12 pieczarek
  • 3 duże ząbki czosnku
  • 20 g fety

W garnku zagotować wodę z suszoną włoszczyzną i odrobiną soli, na wrzątek włożyć cały filet i wyłączyć pod garnkiem palnik. Na rozgrzaną na petelni łyżkę oliwy wrzucić pokrojone w plastry pieczarki, cukinię i czosnek, podsmażyć, a później udusić do miękkości. Do w ten sposób powstałego sosu warzywnego dołożyć rozdrobnioną fetę. Ser zagęści sos, a jednocześnie go dobrawi. W czasie przygotowywania sosu filet z kurczaka zrobił się akuratny, czyli mięciutki i soczysty. Wyjąć go z garnka, poplastrować, obłożyć sosem i podać. Można z pomidorami :)

Znów tłuszczowo, znów pierwszofazowo i znów zgodnie z MM ;) Polecam.

sobota, 23 stycznia 2010

a'la gyros na roczek ;)

Kontynując swoją wycieczke po jedzeniu zgodnie z MM, zastanawiam się właśnie czy nie za dużo tych posiłków tłuszczowych...;) Ale co tam, węglowodany mi nie służą, a mięsko lubię więc nie ma problemu. Na szczęście. Bo to 90% sukcesu, gdy jemy to co nam smakuje, choćbyśmy nawet się akurat przypadkiem odchudzali ;)

Przepis:

  • pojedyncza pierś z kurczaka w niewielkich kawałkach
  • przyprawy (może być po prostu przyprawa gyros)
  • oliwa
  • pół kapusty pekińskiej
  • 2 ogórki kiszone
  • pomidor
  • 1 łyżka majonezu Kielecki
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • 2 ząbki czosnku

Kawałki kurczaka umieszczamy w misce, obsypujemy przyprawami i polewamy oliwą. Tak zamarynowane mięso odstawiamy na chwilę. Im dłuższa tym lepiej. Pekinkę szatkujemy, kroimy ogórki i pomidora na akuratne cząstki i warzywa mieszamy ze sobą. W kubeczku przygotowujemy dressing, mieszając majonez ze śmietaną i wyciskając czosnek. Sosem polewamy warzywa, mieszamy i odstawiamy do przegryzienia. Na gorącą patelnię teflonową wykładamy kawałki kurczaka i obsmażamy ok 2-3 minut. Teraz mięso możemy wymieszać z surówką lub zjeść obok niej.

Posiłek tłuszczowy, zgodny z I fazą diety MM i baaaardzo smaczny.

PS. Właśnie zauważyłam, że dziś mija rok od mojego pierwszego wpisu blogowego.... Jak ten czas leci, o rany!

środa, 20 stycznia 2010

wołowina w sosie śmietanowo-pieczarkowym MM

W takim razie jedziemy dalej ;) Czy już pisałam, że bardzo mi odpowiada jedzenie zgodnie z Montignackiem? No więc odpowiada. Założenie, że jemy do syta jest dla mnie jak najbardziej przyjemne, bowiem każdą inną dietę, na której chodzi sie głodnym uważam za nieporozumienie i porzucam ją szybko bardzo. W przypadku MM jem do syta! Poza tym ten sposób odżywiania wprowadza w sferę jedzenia dyscyplinę, a mi ona bardzo jest potrzebna. Warzywa do każdego posiłku i ZERO podjadania między posiłkami. Dodatkowo mam spore pole do popisu jeśli chodzi o komponowanie posiłków czyli nadal mogę relaksowac się w kuchni. W sumie muszę tylko pamiętać o kilku drobiazgach ;)

Dziś wołowina gotowana w sosie śmietanowo-pieczarkowym z koperkiem. Palce lizać!

Przepis:

  • wołowina w miarę chuda
  • pieczarki 20 dkg
  • śmietana 18% 2 łyżki
  • łyżka oliwy dziewiczej
  • garść zielonego koperku
  • sól, pieprz

Wołowinę gotowałam... i gotowałam... ;) zapomniałam, że ją gotuję, bo  w międzyczasie wspólnie z fachowcem remontuję sobie łazienkę... No więc się gotowała w samej wodzie tylko. Na łyżce rozgrzanej oliwy podsmażyłam, a później poddusiłam pokrojone w plasterki pieczarki, dodałam śmietanę, przyprawiłam do smaku i sypnęłam koperkiem. Tym sosem polałam wołowinkę i zjadłam w towarzystwie pomidora, bo mąż z dziećmi na feriach ;(

Danie tłuszczowe zgodne z I fazą MM, bogate w białko oraz zdrowe tłuszcze.

wtorek, 19 stycznia 2010

ciapka z camembertem ;)

Zarzuciłam nieco blogowanie... Bo co? Bo w sumie nic, albo bo to co aga-aa... tylko, że ja nie nazwałam tego tak wprost. Tłumaczyłam sobie raczej "byciem na diecie" - a kysz!

Faktycznie, postanowiłam zmienić "nieco" mój styl jedzenia i powrócić grzecznie to modelu, który kilka lat temu pozwolił mi być 'laską' ha, ha, ha... W każdym razie z pewnością służył dobremu samopoczuciu. I faktycznie, nie jest to powodem do zaprzestania blogowania. I znowu faktycznie, będzie mniej WP i WC, ale i tak będzie kolorowo ;)

Mój dzisiejszy obiad. Ciapka z camembertem. Pomysł zaczerpnięty z tej strony już dobrych kilka lat temu i wpisany w zeszyt z przepisami MM. Jest to  posiłek tłuszczowy, zgodny z I fazą MM właśnie. A nazwa? No cóż... ja  jej nie wymyśliłam ;)

A pyszne to jedzonko dedykuję Agacie, aga-aa Twoje zdrowie!

Przepis:

  • mała cukinia w plastry
  • 3 małe pomidory
  • mały brokuł podgotowany
  • 3 ząbki czosnku
  • camembert
  • oliwa, sól, pieprz

Rozgrzewamy oliwę na patelni, wrzucamy wszystkie warzywa i dusimy chwil kilka, doprawiamy. Gdy wydzieli się sosik, to na środku patelni robimy dołek i wkładamy w niego ser na chwilkę. Chodzi o to, by zmiękł i pięknie sie "ciągnął".

Podajemy w towarzystwie kieliszka czerwonego wina wytrawnego :-)

Zdrowe jest i smaczne, więc wędruje do mojej ulubionej akcji durszlakowej 

czwartek, 12 listopada 2009

po polsku? a bardzo proszę ;-)

W ramach akcji Gotujemy po polsku organizowanej przez Irenę i Andrzeja pod patronatem agregatora blogów zPierwszegoTloczenia pokusiłam się o galaretkę z kurczaka oraz grochówkę swojską. Była też kwaśnica na ziobrze, ale mało urodziwa w fotografi, więc przemilczę ;)

Galaretka z kurczaka to taka odmiana galaretki z nóżek, a stworzona na potrzeby porosołowe ;) 

  • mięso drobiowe gotowane z rosołu
  • mała puszka groszku
  • rosół
  • żelatyna w ilości koniecznej
  • białko jaja

Pozostałe po rosołowej niedzieli mięso obrać z kości i skórek i pokroić na kawalki. W misce wymieszać razem z groszkiem zielonym i pokrojoną rosołową włoszczyzną, o ile takowa zostanie (u mnie nie zawsze). Żelatynę namoczyć, rosół podgrzać i rozpuścic w nim żelatynę. Białko jaja ubić i włożyc do gorącego rosołu, ku sklarowaniu wywaru. Rosołem lanym przez sitko zalać mięso z warzywami i odstawić do ochłodzenia. Umieścic w lodówce. Przed podaniem skropić sokiem z cytryny. Smacznego :-)


Grochówka swojska:


  • pół kilograma wędzonego boczku raczej chudego
  • pęczek majeranku
  • pół kilograma połówek grochu
  • pół kilograma ziemniaków
  • pół kilograma dobrej, czosnkowej kiełbasy
  • cebula
  • ziele angielski, kolorowy pieprz, listek laurowy, vegeta
  • 3 ząbki czosnku posiekane lub przeciśnięte przez praskę

W dużym garnku gotujemy pokrojony w słupki wędzony boczek z majerankiem, pieprzem, zielem angielskim i liściem laurowym. W mniejszym garnku gotujemy połówki grochu. Na patelni podsmażamy cebulę z pokrojoną na małe kawałki kiełbasą. Gdy groch zaczyna mięknąć to do dużego garnka z wędzonką wkładamy obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki. Miękki już groch przekładamy do dużego garnka, wkładamy też podsmażoną z cebulą kiełbasę. Mieszamy. I teraz przyprawiamy wegetą, czosnkiem, ew. solą i mielonym pieprzem. Jeśli uznamy, że zupa mogłaby być ciut bardziej gęsta to zaciągamy ją mąką rozmieszaną z wodą.


niedziela, 8 listopada 2009

risotto - pojęcie pojemne ;)


No jest to problem, nie powiem. Czasem taka resztka rosołu z kawałkiem mięsa potrafi stać w lodówce do następnej niedzieli, po czym rosół wędruje do wylania, mięso zjadają koty i tyle. Ostatnio jednak się spinam ;) i z resztek coś upichcę. Kiedyś tym sposobem powstały resztkowce, a ostatnio risotto. Mój mąż lubi też sałatkę grecką, gdzie obok fety występuje takie gotowane mięso rosołowe.

Wróćmy do risotto. Na szczęście jest to potrawa prawie jak nasz bigos ;), do której można dodać co się chce, byleby ryż miał kremową konsystencję. Mój miał :-)

Przepis:

  • oliwa z oliwek
  • masło
  • duża cebula
  • 200 g ryżu do risotto
  • 0,5 kg pieczarek
  • rosół
  • mięso z rosołu
  • mała puszka czerwonej fasoli
  • mała puszka białej fasoli

Na patelni rozgrzewam oliwę z masłem i podsmażam delikatnie pociętą w piórka cebulę. Pieczarki myje i kroję w mniejsze kawałki, wrzucam na patelnię i delikatnie solę. Przykrywam i duszę, aż uznam ilość pieczarkowego sosu za wystarczającą. Wsypuje ryż, mieszam i czekam aż wchłonie pieczarkowy sos, dolewam rosół, przykrywam i zostawiam na małym ogniu. Gdy płyn się wchłonie mieszam i w razie potrzeby dolewam jeszcze odrobine rosołu. Mięso rozdrabniam i dodaję do ryżu, wsypuję również fasolkę i teraz tylko podgrzewam. Tym sposobem otrzymuję pełnowartościowy, jednogarnkowy, mało pracochłonny obiad, a w dodatku nie mam problemu z resztą niedzielnego rosołu :-)

wtorek, 6 października 2009

resztkowce i tzatziki ;)


Wczoraj Grażynka opisała swoje poniedziałkowe przygody z mięsem z niedzielnego rosołu ;) U mnie jest podobnie. Na niedzielny obiad rosół być MUSI, bo jak nie będzie rosołu to i niedzieli nie ma ;) No więc tydzień w tydzień, co tydzień rosół jest! Ja gotuję go na całym, niewielkim kurczaku. Potem co lepsze kęski są zjedzone przez moich Chłopaków, a taka na przykład pierś pozostaje w niełasce. I wczorajszy przepis Grażki na kotlety z wykorzystaniem gotowanego mięsa kurczaka stał się inspiracją dla moich resztkowców.

Przepis:

  • 3 średnie ziemniaki
  • 3 jajka
  • 6 łyzek mąki
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • gotowana pierś z kurczaka
  • 2 małe gotowane marchewki 
  • garść płatków migdałowych

Ziemniaki obrac, umyć i zetrzeć na drobnej tarce, do ziemniaków wbić 3 jaja i wszystko razem dobrze wymieszać. Dosypać mąkę z proszkiem i wymieszać na jednolitą masę, wlać oliwę. Mięso i marchewki drobno posiekać i wmieszać w ziemniaczano-jajeczną masę. Posolić i popieprzyć. Smażyć z obu stron do zrumienienia. 

Ja podałam w towarzystwie nieśmiertelnego sosu tzatziki.


Przepis:

  • średni zielony ogórek
  • duży ząbek czosnku
  • duży jogurt grecki
  • sól
  • pieprz

Ogórk obrać i zetrzeć na drobnej tarce, odlać sok. Ząbek czosnku obrac i wycisnąć przez praskę, dodać jogurt i wszystko razem wymieszać. Posolić i popieprzyc do smaku.

Resztkowce wpisuję do akcji Olgi Ziemniaczany Sezon 2009.

i do Festiwalu Marchewkowego Olciaky :-)


środa, 23 września 2009

duszona karkówka ze śliwkami i szałwią



Słodko i słodko. Czas zmienić smak. A że siły jeszcze nie te co drzewiej, więc tylko taka szybka potrawa, która zrobiła się sama i właściwie z potrzeby chwili... bo coś w końcu na obiad trzeba rodzinie dać. 

Przepis:

  • karkówka pokrojona w ok. 2 cm grubości plastry 
  • kilka śliwek
  • świeża szałwia
  • gruba sól
  • grubo i świeżo mielony pieprz
  • majeranek 

Plastry mięsa układam na rozgrzanej patelni teflonowej i mocno obsmażam z obu stron, dolewam odrobinę wody, zmniejszam palnik, przykrywam patelnie i zostawiam, niech się dusi. Pod koniec duszenia dodaję wypestkowane, przepołowione śliwki, szałwię, obsypuję wszystko solą, pieprzem i majerankiem i duszę jeszcze do czasu, aż śliwki zmiękną i delikatnie się rozpadną. Podaję z kaszą gryczaną. Smacznego :-)

Tak właśnie, NIGDY nie solę mięsa przed smażeniem, pieczeniem lub duszeniem, żadnego. Czasem, w niektórych ziołowych zestawieniach sól mi nawet przeszkadza i nie używam jej wogóle. Tym sposobem darują sobie i bliskim, nadmiar sodu, który jest niezdrowy, jest obecny wszędzie i dostarczamy go sobie, w wielu przypadkach nieświadomie i w ilościach niejednokrotnie nawet 30 razy przekraczających dzienne zapotrzebowanie naszego organizmu na ten pierwiastek.

czwartek, 27 sierpnia 2009

schab w sosie cukiniowym


I proszę, jednym daniem można błysnąć w dwóch kulinarnych akcjach ;) 


Taki obiad pojawia się u mnie w domu dosyć rzadko. Nie z przyczyn finansowych ;) czy z powodu lenistwa ;) Ot, po prostu bardzo rzadko jada się w moim domu inne mięso niż drobiowe lub rybie :-) Nie gustujemy w wieprzowinie, sporadycznie jadamy wołowinę i cielęcinę, dosyć często drób wszelaki i bardzo często rybki. No taki mamy gust i już :)
Dzis natomiast zebrało nam się na taki oto schabik. Danie błyskawiczne i smaczne.
Przepis na 4 porcje:
  • 4 kawałki rozbitego schabu, umyte, osuszone, posolone i popieprzone
  • 1 młoda cukinia ok 250 g
  • 2 ząbki czosnku
  • 4 łyżki oleju
  • 4 łyżki gęstej śmietany
  • sok z 1/2 cytryny
  • sól, pieprz
  • kilka listków świeżej bazylii
  • ew. woda

Cukinię umyś i pokroić w plasterki. Czosnek obrać,  zmiażdżyć i podsmażyć na 2 łyżkach oleju. Dodać cukinię, wymieszać, przykryć i dusić do miękkości, ew podlac ciut wodą. Dołożyć śmietanę, posolić, popieprzyć i wszystko razem zmiksować koncówką do zup. Doprawić sokiem z cytryny i drobno pokrojonymi listkami bazylii oraz ew solą i pieprzem. Sos gotowy :-)

Przygotowany schab smażyć na 2 łyżkach rozgrzanego oleju po 2 minuty z każdej strony.

Podawać oblany sosem i z ziemniakami z wody albo z czym kto lubi :-)

A jeśli na obiad będzie tylko schab z sosem, to mamy tłuszczowe danie MM :-)

wtorek, 25 sierpnia 2009

cukinia też ma wnętrze... ;)


Czekał ten post edycji i się doczekał ;) W końcu prawie po wakacjach, dom wysprzątany, książki do szkoły zamówione w księgarni internetowej, bo komu by się chciało stać w kolejkach w taki upał? Obiadów jako takich raczej brak, o pieczeniu chleba pomarzyć można i tylko czasem jakieś ciasto wpadnie do piekarnika po to tylko, żeby zostać rozdanym wśród sąsiadek... 

A cukinia a'la gołąbki wpadła przypadkiem, gdy od znajomych dostałam kilka okragłych jak piłeczki (Bartek nie omieszkał zagrać w gola), zieloniutkich w paski niczym arbuz, własnoręcznie wychodowanych "dyniek".

Wnętrze to nic innego jak gołąbkowy farsz, czyli doprawione mięso mielone + gasza gryczana nieprażona tym razem i wsypana surowa + dodatkowo po jednej kolorowej papryce poszatkowanej. Cukinie trzeba było tylko wydrążyć i napełnić farszem, potem zapiekać ok 1 h w 200 stopniach C. I gotowe :-)

A dodatkiem była sałatka z pomidorów, odrobiny jogurtu i startego żółtego sera. Pasowała idealnie. Kolacja była genialna.

I jeszcze o cukinii, to nie jest jedyne cukiniowe danie podawane u mnie w domu. Teraz, w sezonie, niemal w każdym tygodniu obowiązkowo gotowany jest wielki gar leczo, ale takiego leczo po mojemu ;) Później się nim pochwalę...

wtorek, 14 lipca 2009

pan bób i wspomnienie [*]

Kiedyś, dawno temu, uważałam, że jedzenie bobu uwłacza mojej godności ;) Odstręczał mnie zapch i widok gotującego się 'tego czegoś'. Moja Ciocia - chrzestna i siostra Mamy jednocześnie - siała niesamowite ilości bobu na swojej działeczce i potem, jak już był, zrywała, łuskała do garnka (wielki był) i w przyogrodowej altanie gotowała. A potem siadywały z moją Mamą na leżaczkach i wsuwały ten bób w niebotycznych ilościach, rozrzucając dookoła łupinki... Tęsknię teraz za tymi czasami... Nie ma już działki, nie ma bobu, Ciocia i Mama odeszły... Czy tam gdzie są jest bób? Ciekawe... 

I podjadając tak sobie bobu odrobinę wspominam i łzy same toczą sie po policzkach... I żałuję, że nie lubiłam wtedy bobu i nie siadywałam razem z nimi na tej działeczce...

Przepis:

  • bób
  • oliwa z oliwek
  • świeży tymianek

Bób ugotować, przestudzić i obrać z łupinek. Na patelni rozgrzać oliwę i wsypać liście tymianku, dodać bób i chwilkę podgrzać, mieszając by ziarna oblepiły się oliwą i tymiankiem. Odrobinę posolić. 

PS. W tle moje tegoroczne zioła balkonowe :-)

wtorek, 23 czerwca 2009

"siła zdrowia i młodości"

Dziś z samiutkiego rana Aga-aa pokazała gaszę gryczaną z takimi dodatkami, że aż! Już wiedziałam co zrobić na obiad:-) Jednak okazało się, że moje przepastne szuflady mają w sobie kaszę gryczaną i owszem, ale ekologiczną - nie szkodzi, i z warzywami... i klops. No prawie. Znalazła się zaraz marchewka i seler, garść groszku zielonego, chlust oliwą na to wszystko i do piekarnika jak w ognisko. Upiekły się pyszne, chrupiące warzywka - towarzystwo do kaszy przednie :-) A żeby było jeszcze bardziej po sobótkowemu to kilka kleksów kwaśnej śmietany nie zaszkodziło ani wyglądowi, ani smakowi.

Warzywa oczywiście umyte, odarte z wierzchnich okryć i pokrojone w słupki. Można posolić, można popieprzyć. Ja posoliłam odrobinkę tylko kaszę. Warzywom zostawiłam ich smak :-)

niedziela, 21 czerwca 2009

koprowa ryba

Mamy lato!!!!!!!!!! Pierwszy dzień astronomicznego lata przypada na dziś właśnie, więc prawdziwa Kupalnocka już za nami... Wianki puszczone? Ogniska rozpalone? Woda z miodem się lała?;)

Ja ucztowałam przy rybce;) zrobionej tak, że można ją jeść palcami,  a później je lubieżnie oblizywać ;)) I choć powinnam najpierw udać się nad jezioro/rzekę/staw i rybę ową złowić, rozpalić potem ognisko i w nim ją upiec, obłożywszy najpierw własnoręcznie zerwanymi przy pełni księżyca ziołami, to jednak, stając w obliczu cywilizacji, uległam jej i rybę zrobiłam w piekarniku...;))

Przepis:

  • ryba dowolna, ale im bardziej naturalna i ze skórą tym lepsza
  • zioła dowolne - ja mam koperek, lubczyk, szałwię i tymianek- a wszystko świeże
  • śmietana świeżo zebrana;)- kremówka
  • sól grubomielona i takiż pieprz
  • młode marchewki pokrojone w słupki

Najpierw rybę umyłam, potem obtoczyłam w świeżych, posiekanych jak się udało i wcale niekoniecznie drobno, ziołach i zostawiłam w chłodzie na godzinkę. Następnie ułożyłam w żaroodpornym naczyniu, polałam śmietaną (delikatnie, chodzi osmak ryby w ziołach, a nie śmietany przecież), sypnęłam jeszcze garścią koperku i ułożyłam na wszystkim  młode marchewki. Opruszyłam grubą solą i pieprzem. Zapiekałam ok 30 min. w 200 stopniach C.

Smakowała wybornie, marchewki lekko chrupały jeszcze i doskonale sprawdzały się moczone w powstałym sosie... Mniam:-)

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin