Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 maja 2010

kolorowy zawrót głowy ;)

No i przyszła pora na Telesfora ;) (kto pamięta tę bajkę, co?) A skoro o bajkach, to i o dzieciach można wspomnieć ;) No więc tak: Bartek ma już trochę ponad trzy lata i grubą mamę... Ba, nie dosyć że grubą, to jeszcze zupelnie pozbawioną silnej woli... Moja silna wola właściwie to jest bardzo silna... robi ze mną co chce ;) Przyszedł jednak ten czas, że trzeba było spojrzeć w lustro i pójść po rozum do głowy. Najprostszą drogą. Zaliczając wizytę u fachowca czyli dietetyka. Miła pani Ania pomaga i to skutecznie :) Gdybym nie widziała efektów jej pracy u kilku moich znajomych, to pewnie bym się nie zdecydowała. Dużo bowiem wiem o dietach, żywieniu, żywności itp. ale jednak szewc bez butów chodzi ;) Postanowiłam, że nie będę myśleć, nie będę liczyć, nie będę się zastanawiać. Chcę mieć policzone i napisane. Minimum wysiłku maksimum efektu - to moje motto. "Rozpiski" od pani Ani wymagają właściwie tylko włączenia wagi przed każdym posiłkiem i tyle :) Dla mnie bomba! Wystartowałam 27 kwietnia, zaliczając po drodze weekend w Karpaczu (jemy co chcemy) i do dziś mam z siebie 4 kilo mniej. Nie jadam tylko sołodyczy oraz nie piję alkoholu. Wszystko inne dozwolone. 5 posiłków dziennie, o stałych porach, dobrze zbilansowanych i sycących. Na przykład takich jak ta sałatka. To moja dzisiejsza kolacja za 250 kcal :D

kolorowa sałatka bankietowa:

  • 20 g brązowego ryżu (waga przed gotowaniem)
  • 70 g gotowanej piersi z kurczaka
  • czerwona papryka lub po pół żółtej i czerwonej
  • spory ogórek zielony lub małosolny
  • 5 g oliwy
  • zioła dowolne

wyszła z tego solidna porcja bardzo smacznej sałatki :)

PS. Trzymajcie kuciuki Ludziska Kochane...

czwartek, 6 maja 2010

rolada czosnkowo-ziołowa

To mięso przygotowywałam na stół wielkanocny po raz pierwszy. W oryginalnym przepisie występuje boczek, ale znając preferencje mojej rodziny wolałam od boczku odstąpić i zastąpić go karkówką, która swoje zadanie spełniła doskonale :) Propozycja ta miała 'obsłużyć' co najmniej dwie kulinarna, blogowe akcje, ale nie wyszło... I choć nie jestem do końca przekonana o słuszności decyzji, do dodaję moje mięsko do micowej akcji śniadań majowych... Choć gwoździem śniadań majowych w moim domu będzie coś zupełnie innego... ;)

Przepis:

  • ok. 1 kg świeżej karkówki
  • 6-7 roztartych z  1 łyżeczką soli ząbków czosnku
  • po 1/2 łyżeczki suszonej miety, szałwi, cząbru, bazylii i majeranku
  • łyżka oliwy
  • łyżka żubrówki lub białego wina
  • 1/2 szklanki bulionu
  • 1/4 łyżeczki pieprzu

Utraty czosnek połączyć z ziołami, oliwa i alkoholem. Umyte i osuszone mięso rozkroić tak, by można było je później łatwo zwinąć w roladę, rozłożyć i natrzeć pastą ziołową. Ciasno zrolować, obwiązać sznurkiem i zawinąć w folię do pieczenia. Wstawić na noc do lodówki. Następnego dnia umieścić w nagrzanym do 180 stopni C. piekarniku i piec ok 90 minut, lub dłużej i w niższej temperaturze, jak kto woli :) Pod koniec pieczenia można odwinąć folię i mięso nieco przyrumienić.

Podawać na gorąco z ostrymi sosami lub na zimno  z chrzanem, do kanapek.

środa, 17 marca 2010

zielono mi?

nie! Stanowczo nie jest mi zielono! Widok zza okna mnie męczy! Powyżej dziurek w nosie mam zimna! 

A w ramach buntu ;) i ponieważ dziś Święto na Zielonej Wyspie (oni przynajmniej mają zielono...) zrobiłam sobie do porannej kawy sztuczną zieleń ;) Zielony twarożek stracciatella. Na kolację wypiję Guinnessa :P Prawdziwego!

Przepis (jaki przepis???)

  • twaróg półtłusty z Piątnicy (bo ma ładne opakowanie)
  • śmietana - ile potrzeba
  • zielony barwnik spożywczy
  • miód z kwiatu pomarańczy wg smaku
  • okrągłe andruty
  • czekoladowe groszki

Twaróg rozdrobnić widelcem, dodać śmietanę i barwnik, wymieszać, dodać miód do smaku. Zielony twarożek nałożyć na okrągłe andruty, obsypać czekoadowymi groszkami albo czekolada starta na tarce. Smacznego ;)

Zjadłam. Ale wcale bardziej wiosennie mi się nie zrobiło... Może po szpinaku na obiad będzie lepiej? ;)


czwartek, 18 lutego 2010

bliny na zakwasie

Najpierw były tu, potem były tam i tego było już za wiele ;)

Mojego zakwasu, który czasem patrzy na mnie z wielkim zdziwieniem - mam wrażenie, zrobiło sie sporo, a w każdym razie na tyle sporo, że wystarczyło na upieczenie chleba i zrobienie blinów. Bliny wystąpiły wczoraj w roli głownej podczas kolacji córki i męża i bardzo im smakowały. Córce smakowały!!! A ona z tych, co to im bardziej razowo, tym bardziej niezjadliwie ;)

Przepis:

  • 250 g zakwasu żytniego razowego
  • 1 jajko
  • 2 łyżki oleju
  • 2 łyżki miodu
  • szczypta soli
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczka proszku do pieczenia

Wszystko wymieszać solidnie w misce, nakładać łyżką na rozgrzaną, teflonową patelnię i smażyć chwile z każdej strony. Polecam. Zaskakujący smak chleba w blinach...

Jedli z miodem, z twarożkiem i ze śmietaną. Szybka, smaczna kolacja :)

piątek, 5 lutego 2010

racuchy

Mamo, zrób pączki... - usłyszałam dziś. Jasne. Pączki. A komu by sie chciało stać, nadziewać i smażyć? Wybrałam nieco prostszą wersję, no a przede wszystkim szybszą. I tak na podwieczorek dzis były racuchy. Przepis, jak to na racuchy czy naleśniki, "na oko". Tak robiła moja babcia i zawsze wychodziły jej racuszki palce lizać. Tak robię i ja, i dzieciaki palce liżą, więc chyba nie są takie najgorsze ;)

Przepis:

  • ok. 0,5 kg mąki pszennej przesianej
  • ok. 2 szklanek letniego mleka
  • 2 łyżki cukru
  • 3 torebki suszonych drożdży (lub 50g świeżych i te trzeba rozczynić)
  • 1 jajo
  • szczypta soli
  • olej do smażenia

Wlewam i wsypuję, włączam maszynę na programie jakimkolwiek, chodzi tylko o lekkie wyrobienie niezbyt rzadkiego ciasta. Przekładam do miski i odstawiam do podwojenia objętości, w czasach kaloryferów już po 20 minutach rozgrzewam olej na patelni. Smażę na złoto-brązowo-chrupiąco, ale zawsze tak, by w środku były puszyste. Podaje opruszone cukrem pudrem.

Moje MM poszło spać ;) A racuchy doskonale kwalifikują się do "karnawałowych przekąsek" i "kulinarnych pereł z lamusa", wszak przepis ma ze 100 lat ;)

                                           


sobota, 21 listopada 2009

sałatka brokułowa z mlecznym chlebem

Ot, taka sałatka mi sie wczoraj zrobiła po przeglądzie lodówki ;) I wiem, że co blog to inaczej prezentuje się sałatka z brokułem w roli głównej. Moja ma w sobie to, co akurat się nawinie i tak jest każdorazowo, gdy ją robię ;)

Przepis:

  • brokuł obgotowany i podzielony na mniejsze części
  • kilka parówek
  • puszka czerwonej fasolki 
  • kostka sera fet
  • kiełki sojowe
  • zielony ogórek 

Parówki, ogórka, fetę kroimy na małe kwadraciki i razem  z brokułem, odsączoną fasolką i kiełkami mieszamy w misce.

dressing:

  • trochę majonezu
  • trochę śmietany lub gęstego jogurtu typu greckiego
  • 2 ząbki czosnku przeciśniętego przez praskę
  • 2 szczypty świeżo mielonego pieprzu

wszystkie składniki dokładnie wymieszać i tak przygotowanym sosem oblać sałatkę. Całość umieścić w lodówce na małą godzinkę w celu "przegryzienia się";)

Do takiej sałatki moje dzieci najbardziej lubia mleczny chleb. To jest chleb, który piekła moja mama, gdy czasy były złe i za chlebem stały kolejki... Nic nadzwyczajnego... Ale smak i zapch przywołuje tamte soboty, których nigdy już nie będzie...

Chleb mleczny - przepis:

  • 450 g mąki pszennej
  • 300 ml mleka najlepiej zsiadłego, ale słodkie też jest OK
  • szczypta cukru
  • łyżeczka soli
  • 7 g suszonych drożdży

W kolejności mokre, sypkie, drożdże wszystko wędruje do maszyny i po wyrobieniu i wyrośnięciu jest wykładane na blat i krótko zagniatane. Później ciasto wędruje do keksówki, tam sie podwaja. Piekę w 210 stopniach C. ok 35 minut. 

Sałatka brokułowa wpada do sałatkowego baru ;) 


wtorek, 6 października 2009

resztkowce i tzatziki ;)


Wczoraj Grażynka opisała swoje poniedziałkowe przygody z mięsem z niedzielnego rosołu ;) U mnie jest podobnie. Na niedzielny obiad rosół być MUSI, bo jak nie będzie rosołu to i niedzieli nie ma ;) No więc tydzień w tydzień, co tydzień rosół jest! Ja gotuję go na całym, niewielkim kurczaku. Potem co lepsze kęski są zjedzone przez moich Chłopaków, a taka na przykład pierś pozostaje w niełasce. I wczorajszy przepis Grażki na kotlety z wykorzystaniem gotowanego mięsa kurczaka stał się inspiracją dla moich resztkowców.

Przepis:

  • 3 średnie ziemniaki
  • 3 jajka
  • 6 łyzek mąki
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • gotowana pierś z kurczaka
  • 2 małe gotowane marchewki 
  • garść płatków migdałowych

Ziemniaki obrac, umyć i zetrzeć na drobnej tarce, do ziemniaków wbić 3 jaja i wszystko razem dobrze wymieszać. Dosypać mąkę z proszkiem i wymieszać na jednolitą masę, wlać oliwę. Mięso i marchewki drobno posiekać i wmieszać w ziemniaczano-jajeczną masę. Posolić i popieprzyć. Smażyć z obu stron do zrumienienia. 

Ja podałam w towarzystwie nieśmiertelnego sosu tzatziki.


Przepis:

  • średni zielony ogórek
  • duży ząbek czosnku
  • duży jogurt grecki
  • sól
  • pieprz

Ogórk obrać i zetrzeć na drobnej tarce, odlać sok. Ząbek czosnku obrac i wycisnąć przez praskę, dodać jogurt i wszystko razem wymieszać. Posolić i popieprzyc do smaku.

Resztkowce wpisuję do akcji Olgi Ziemniaczany Sezon 2009.

i do Festiwalu Marchewkowego Olciaky :-)


wtorek, 14 lipca 2009

pan bób i wspomnienie [*]

Kiedyś, dawno temu, uważałam, że jedzenie bobu uwłacza mojej godności ;) Odstręczał mnie zapch i widok gotującego się 'tego czegoś'. Moja Ciocia - chrzestna i siostra Mamy jednocześnie - siała niesamowite ilości bobu na swojej działeczce i potem, jak już był, zrywała, łuskała do garnka (wielki był) i w przyogrodowej altanie gotowała. A potem siadywały z moją Mamą na leżaczkach i wsuwały ten bób w niebotycznych ilościach, rozrzucając dookoła łupinki... Tęsknię teraz za tymi czasami... Nie ma już działki, nie ma bobu, Ciocia i Mama odeszły... Czy tam gdzie są jest bób? Ciekawe... 

I podjadając tak sobie bobu odrobinę wspominam i łzy same toczą sie po policzkach... I żałuję, że nie lubiłam wtedy bobu i nie siadywałam razem z nimi na tej działeczce...

Przepis:

  • bób
  • oliwa z oliwek
  • świeży tymianek

Bób ugotować, przestudzić i obrać z łupinek. Na patelni rozgrzać oliwę i wsypać liście tymianku, dodać bób i chwilkę podgrzać, mieszając by ziarna oblepiły się oliwą i tymiankiem. Odrobinę posolić. 

PS. W tle moje tegoroczne zioła balkonowe :-)

poniedziałek, 22 czerwca 2009

pszenne podpłomyki maczane w czosnkowej polewce

Znalezione w czerwcowej Kuchni, zrobione po swojemu ku chwale młodego czosnku. Nie płaskie lecz takie, by miały w sobie przestrzeń, którą wypełni czosnkowa polewka. Twarde, mięknące w czosnkowej otulinie. Pyszne, kapiące aromatyczną maczanką i takie afrodyzjakowe po słowiańsku ;)Przepis na polewkę:

  • 6 główek pieczonego młodego czosnku
  • 1 szklanka wody źródlanej
  • 1 łyżeczka mąki żytniej razowej uprażonej na suchej patelni
  • rozmaryn, tymianek, oregano, majeranek
  • pieprz
  • sól
  • łyżka masła

Pieczony czosnek obrać z łupinek, zalać wodą i zmiksować. Teraz jest już podstawa do zabawy ze smakiem. Dosypać ziół, posolić i zagotować. Do gotującej się polewki wsypać uprażoną mąkę i dodać masło. Zameszać, zabulgotać i gotowe:-)

Przepis na podpłomyki:

  • 2 szklanki mąki - pełna dowolność jakiej
  • 1- 1,5 szklanki jogurtu naturalnego
  • sól
  • 1 łyżeczka sody

Mąkę, sodę i sól wymieszać w misce.Dodać jogurt i zagnieść ciasto. Odrywać po kawałku i formować nieduże placuszki. Piec na rozgrzanej blasze 30-40 minut w 175 stopniach C.

wtorek, 16 czerwca 2009

Pomidor. Mozarella. Bazylia. Oliwa.

czyli wszystko zdrowe, połączone idealnie i bardzo smakowite. Taką kolację lubię najbardziej. Do tego lampka wina i dobry chleb do maczania w pozostałej oliwie... Mniam :-)

Przepis:

  • małe kulki mozarelli
  • pomidory koktailowe
  • liście bazylii
  • szpadki do szaszłyków
  • sól morska
  • pieprz kolorowy
  • oliwa dobrej jakości

pomidorki przekroić na pół i nadziewać na szpadki na zmianę z kulkami mozarelli, przeplatając od czasu do czasu liściem bazylii. Gotowe szaszłyki polać oliwą z oliwek, obsypać solą i pieprzem oraz posiekaną bazylią. Schłodzić ok. 1 godziny - sos się zrobi aromatyczny - i zjadać, zjadać, zjadać....

czwartek, 11 czerwca 2009

serowe krakersy z pieprzem

Coś szybkiego i chrupiącego, szczególnie polecane dla lubiących piwo. Znalezione w majowej "Kuchni", lekko zmodyfikowane i zrobione już nie raz... tłumaczę sobie, że nerkowe problemy dobrze leczy piwo...;)

Przepis:

  • 1 szklanka utartego parmezanu
  • 5 dkg miękkiego masła
  • 3/4 szklanki mąki - sprawdza się każda mąka pszenna
  • 1 żółtko
  • 1 łyżeczka młotkowanego pieprzu

Łączymy wszystkie składniki, zagniatając z nich ciasto, zostawiamy jedynie odrobinę pieprzu do obsypania krakersów. Formujemy wałek o średnicy ok. 5 cm, zawijamy w folię i dobrze chłodzimy (można nawet zmrozić lekko). Ciasto kroimy w półcentymetrowe plastry, delikatnie rozciągamy w palcach i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Posypujemy resztą pieprzu, ale nie sypiemy już soli, nawet dla dekoracji!, parmezan jest dosyć słony. Pieczemy ok 15 minut w 175 stopniach C.

Do piwa są genialne!!! Polecam :-)

środa, 10 czerwca 2009

kraby w grejfriutowych miseczkach

Krabowe surimi mające z krabami niewiele wspólnego... podobno;) potraktowałam raz jeszcze, serwując tym razem w miseczkach grejfruitowych wyściełanych karbowaną sałatą. Wygodnie im być musiało w tych łóżeczkach, niestety niezbyt długo...;)

Przepis:

  • 2 grejfriuty
  • 125 g surimi
  • 2 łyżki rodzynek
  • 2 łyżki majonezu - Kielecki oczywiście!

Grejfruity sparzyć,przekroić na pół i delikatnie wydrążyć, usunąć białe błonki z powstałych miseczek. Miąższ  grejfruitowy, rodzynki i majonez wymieszać.

Miseczki wyłożyć karbowaną sałatą i na nią nakładać owocowo-krabową sałatkę. Przed podaniem solidnie schłodzić.

Smaczne, proste i sexownie ociekające powstałym sosem;)

niedziela, 31 maja 2009

łososiowe gniazdka ;)


Kończą się majowe śniadania...  Tyle szumnych planów i pomysłów i ciągle ten brak czasu... Bo trzeba się jednak przyznać do tego, że w moim domu wspólne śniadania jada się bardzo rzadko :( W tygodniu jest to niewykonalne, a w weekendy też nie zawsze się udaje. Teraz, gdy sezon maratonów rowerowych MTB w pełni, na wspólene śniadanie nawet w niedzielę szans brak, niestety. Niemniej dziś się udało :-) No i na tę okoliczność były "łososiowe gniazdka".

Przepis:

  • jajka ugotowane na twardo
  • plastry wędzonego łososia podzielone na paski
  • majonez
  • rzodkiewki
  • kapary

Ugotowane jaja przekroić w poprzek na pół, owinąć dookoła każdej połówki pasek z łososia i spiąć wykałączką, żeby się trzymał. I gniazdko gotowe :-) Udekorować majonezem, plasterkami rzodkiewek i kaparami. Podawać na liściach sałaty i w towarzystwie domowego razowca z dynią.

Dodatek kaparów jak nic kwalifikuje te jajeczka do potrawy afrodyzjakowej ;)

sobota, 30 maja 2009

surimi z czerwonym akcentem ;)

"Wprawdzie krab w czystej postaci ma wiekszą moc, ale za to ukochana osoba krócej gotując będzie miała wiecej czasu na miłość ;)"

Pierwowzór tej sałatki można znaleźć u Gani. Kiedy ją zbaczyłam pierwszy raz, to sobie pomyślałam, że chyba jednak nie, ale... No właśnie, przecież poznawanie nowych smaków jest takie pociągające ;)) W końcu przyszedł czas na jej zrobienie. No i tu mały pech, wszystko w lodówce jest z wyjątkiem czerwonej cebuli. Trudno. Jedyne czerwone co w domu było, to suszona żurawina ;) Tak więc moja sałatka jest zupełnie na słodko, ale z czerwonym akcentem wg przepisu ;)

Przepis:

  • 125 g surimi
  • 3 łodygi selera naciowego
  • 1/2 puszki ananasa w kawałkach
  • garść suszonej żurawiny
  • 2 łyżeczki majonezu kieleckiego (!!!)

Paluszki krabowe pokroić w centymetrowej długości kawałki, podobnie seler naciowy. Ananasa odsączyć na sitku. Wszystkie składniki przełożyć do miski, dodać żurawinę i tyle majonezu, by tylko delikatnie składniki sałatki zespolić ze sobą. Schłodzić w lodówce. Gotowe :-)

Dlaczego majonez kielecki akurat? Ano daltego, że spośród wielu majonezów na rynku jest chyba jedynym, którego skład jest zgodny z dietą MM. Akurat w przypadku tej sałatki nie ma to wiekszego znaczenia, bo ona sama zgodna z dietą MM nie jest. Natomiast użycie tego konkretnego majonezu powoduje, że do sałatki nie są już potrzebne żadne przyprawy :-)

Sałatka jest bardzo smaczna, krucha i słodka. Robi się ją błyskawicznie i zjada z wielką przyjemnością.

piątek, 29 maja 2009

sardynkami w towarzystwie suszonych pomidorów nadziewane oliwki zielone :)


Mam chwilę czasu i mogę sobie pozwolić na zrobienie takich fikuśnych cudeniek ;) Inspiracja znowu zaczerpnięta z majowej "Kuchni". Dawno temu kupowałam ten magazyn namiętnie, potem nastał taki czas, że wiecej było w nim reklam niż treści, więc sobie darowałam. Teraz, po ładnych paru latach kupiłam ostatni numer i znowu mnie gazeta zachwyciła :-) Może dlatego, że przepisy w niej zawarte doskonale trafiają w mój gust? No i te piękne zdjęcia... ech... jak ja bym chciała tak umieć fotografować jedzenie...

Przepis:

Oliwki faszerowane sardynkami i suszonymi pomidorami czyli moja propozycja w Sałatkowym Barze :-)

  • 20 sztuk zielonych oliwek bez pestek
  • sardynki z puszki
  • kilka suszonych pomidorów z zalewy oliwowej
  • łyżka owej zalewy w razie potrzeby

Sardynki i pomidory dokładnie miksujemy i jeśli masa wyjdzie zbyt sucha dolewamy do niej oliwę spod pomidorów. Oliwki nacinamy i nadziewamy przygotowaną masą. Gotowe :-)

Mi zostało trochę farszu, więc wkroiłam do niego ogórka kiszonego i zmieszałam z twarogiem. Wyszła pyszna pasta kanapkowa. Idealna do krakersów z pieprzem, o których później :-)

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin