No i przyszła pora na Telesfora ;) (kto pamięta tę bajkę, co?) A skoro o bajkach, to i o dzieciach można wspomnieć ;) No więc tak: Bartek ma już trochę ponad trzy lata i grubą mamę... Ba, nie dosyć że grubą, to jeszcze zupelnie pozbawioną silnej woli... Moja silna wola właściwie to jest bardzo silna... robi ze mną co chce ;) Przyszedł jednak ten czas, że trzeba było spojrzeć w lustro i pójść po rozum do głowy. Najprostszą drogą. Zaliczając wizytę u fachowca czyli dietetyka. Miła pani Ania pomaga i to skutecznie :) Gdybym nie widziała efektów jej pracy u kilku moich znajomych, to pewnie bym się nie zdecydowała. Dużo bowiem wiem o dietach, żywieniu, żywności itp. ale jednak szewc bez butów chodzi ;) Postanowiłam, że nie będę myśleć, nie będę liczyć, nie będę się zastanawiać. Chcę mieć policzone i napisane. Minimum wysiłku maksimum efektu - to moje motto. "Rozpiski" od pani Ani wymagają właściwie tylko włączenia wagi przed każdym posiłkiem i tyle :) Dla mnie bomba! Wystartowałam 27 kwietnia, zaliczając po drodze weekend w Karpaczu (jemy co chcemy) i do dziś mam z siebie 4 kilo mniej. Nie jadam tylko sołodyczy oraz nie piję alkoholu. Wszystko inne dozwolone. 5 posiłków dziennie, o stałych porach, dobrze zbilansowanych i sycących. Na przykład takich jak ta sałatka. To moja dzisiejsza kolacja za 250 kcal :Dkolorowa sałatka bankietowa:
- 20 g brązowego ryżu (waga przed gotowaniem)
- 70 g gotowanej piersi z kurczaka
- czerwona papryka lub po pół żółtej i czerwonej
- spory ogórek zielony lub małosolny
- 5 g oliwy
- zioła dowolne
wyszła z tego solidna porcja bardzo smacznej sałatki :)

PS. Trzymajcie kuciuki Ludziska Kochane...

Choć gwoździem śniadań majowych w moim domu będzie coś zupełnie innego... ;)









Sałatka brokułowa wpada do sałatkowego baru ;) 




Kiedyś, dawno temu, uważałam, że jedzenie bobu uwłacza mojej godności ;) Odstręczał mnie zapch i widok gotującego się 'tego czegoś'. Moja Ciocia - chrzestna i siostra Mamy jednocześnie - siała niesamowite ilości bobu na swojej działeczce i potem, jak już był, zrywała, łuskała do garnka (wielki był) i w przyogrodowej altanie gotowała. A potem siadywały z moją Mamą na leżaczkach i wsuwały ten bób w niebotycznych ilościach, rozrzucając dookoła łupinki... Tęsknię teraz za tymi czasami... Nie ma już działki, nie ma bobu, Ciocia i Mama odeszły... Czy tam gdzie są jest bób? Ciekawe... 






Gotowe szaszłyki polać oliwą z oliwek, obsypać solą i pieprzem oraz posiekaną bazylią. Schłodzić ok. 1 godziny - sos się zrobi aromatyczny - i zjadać, zjadać, zjadać....




Miseczki wyłożyć karbowaną sałatą i na nią nakładać owocowo-krabową sałatkę. Przed podaniem solidnie schłodzić.
Smaczne, proste i sexownie ociekające powstałym sosem;)




"Wprawdzie krab w czystej postaci ma wiekszą moc, ale za to ukochana osoba krócej gotując będzie miała wiecej czasu na miłość ;)"

Dlaczego majonez kielecki akurat? Ano daltego, że spośród wielu majonezów na rynku jest chyba jedynym, którego skład jest zgodny z dietą MM. Akurat w przypadku tej sałatki nie ma to wiekszego znaczenia, bo ona sama zgodna z dietą MM nie jest. Natomiast użycie tego konkretnego majonezu powoduje, że do sałatki nie są już potrzebne żadne przyprawy :-)



Mi zostało trochę farszu, więc wkroiłam do niego ogórka kiszonego i zmieszałam z twarogiem. Wyszła pyszna pasta kanapkowa. Idealna do krakersów z pieprzem, o których później :-)

