poniedziałek, 9 listopada 2009

lekko waniliowe muffinki kokosowe z nutellą :-)




Wieki temu je robiłam... Śladu po nich nie ma juz dawno, z wyjątkiem kilku zdjęć zagubionych w jakimś zapomnianym folderze... Ale pamiętam, że były pyszne! Pamiętam też, że natchnienie do  nich znalazłam na blogu Kass, która zrobiła takie muffiny tyle, że ze śliwką w środku. U mnie są z nutellą :-) I są bardziej kokosowe :-) I idealnie pasują do orzechowej akcji :-)

 Przepis na 12 muffinek:

  • 1,5 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki wiórków kokosowych
  • 1/4 szklanki cukru
  • 3/4 szklanki mleka kokosowego
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki oleju slonecznikowego
  • 2 plaskie lyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • nutella wg upodobań ;)

W misce mieszamy składniki suche, w drugiej mokre, starając się dosyć dobrze roztrzepać jajka. Mokre wlewamy do suchych i mieszamy łyżką, nie musi byc dokładnie. Do formy na muffinki wkładamy papilotki, a do nich połowę ciasta, w miarę po równo, dokładamy po łyżeczce nutelli i przykrywamy drugą połową ciasta. Pieczemy w 180 stopniach C. ok 30 minut. 

Są wilgotne, aromatyczne, pyszne i ze względu na swój środek w sposób błyskawiczny znikają w dziecięcych usteczkach ;)


niedziela, 8 listopada 2009

Żytni chleb z rodzynkami? Nie, z cebulką... WP50 ;)



Zabrałam się za żytni chleb nie doczytawszy, że on z rodzynkami ma być... Pomroczność jasna mnie musiała ogarnąć chyba, ale czasem tak bywa ;) No więc się zabrałam. Zaczyn nastawiłam przepisowo, ciut tylko zwiększając ilość mąki do 90 g, bo jakoś nie lubię zbyt wodnistych zaczynów. Z resztą miałam w planie zwiększyć również porcję wogóle, żeby jakoś tego chlebka było. Zaczyn był piękny, więc się zabrałam za resztę. Wodę wlałam, sól wsypałam, dałam mąki, kapke melasy i... szok! Rodzynki? A skąd ja wezmę rodzynki? Zero. Wyszły. Była za to cebulka prażona... Czemu nie? Siup, wsypałam! Pachniał obłędnie podczas pieczenia, ładnie wyrósł i jest niesamowicie smaczny. Tak więc osobiście polecam żytni chleb z cebulką zamiast rodzynek ;)

Przepis już po mojemu:

zaczyn:

50 g zakwasu żytniego
90 g mąki żytniej (typ 2000)
120 g wody


ciasto właściwe:

zaczyn jw
375 g mąki żytniej chlebowej
200 g wody
1 łyżeczka soli
30g prażonej cebulki 


Są to proporcje na dwie niewielkie keksówki ok 20 x 10. 

Zaczyn odstawić pod przykryciem na 12 godzin.  

Wszystkie składniki ciasta wymieszać w misce dokładnie. Ciasto będzie dosyć gęste, ale można je bez problemu mieszać łyżką (łatwo robi się to zewnętrzną stroną łyżki).

Przełożyć do keksówki i przykryć folią i/lub ściereczką a następnie odstawić na 2-5 h aby wyrosło. Ciasto powinno wyrosnąć do brzegów keksówki, przynajmniej 3/4 wysokości (po wypełnieniu będzie sięgać niewiele ponad połowę).

(PS: dla zaganianych druga metoda to wstawić na ok 18 h do lodówki i po wyjęciu trzymać w temp. pokojowej 1 h. Efekt bardzo podobny)

Po tym czasie wstawić keksówke do nagrzanego piekarnika do 230 C na 10 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 200 i piec jeszcze 50 minut. Jeśli wierzch rumieni się zbyt mocno to przykrywam folia aluminiową.
Kroić po ok 20 h.


risotto - pojęcie pojemne ;)


No jest to problem, nie powiem. Czasem taka resztka rosołu z kawałkiem mięsa potrafi stać w lodówce do następnej niedzieli, po czym rosół wędruje do wylania, mięso zjadają koty i tyle. Ostatnio jednak się spinam ;) i z resztek coś upichcę. Kiedyś tym sposobem powstały resztkowce, a ostatnio risotto. Mój mąż lubi też sałatkę grecką, gdzie obok fety występuje takie gotowane mięso rosołowe.

Wróćmy do risotto. Na szczęście jest to potrawa prawie jak nasz bigos ;), do której można dodać co się chce, byleby ryż miał kremową konsystencję. Mój miał :-)

Przepis:

  • oliwa z oliwek
  • masło
  • duża cebula
  • 200 g ryżu do risotto
  • 0,5 kg pieczarek
  • rosół
  • mięso z rosołu
  • mała puszka czerwonej fasoli
  • mała puszka białej fasoli

Na patelni rozgrzewam oliwę z masłem i podsmażam delikatnie pociętą w piórka cebulę. Pieczarki myje i kroję w mniejsze kawałki, wrzucam na patelnię i delikatnie solę. Przykrywam i duszę, aż uznam ilość pieczarkowego sosu za wystarczającą. Wsypuje ryż, mieszam i czekam aż wchłonie pieczarkowy sos, dolewam rosół, przykrywam i zostawiam na małym ogniu. Gdy płyn się wchłonie mieszam i w razie potrzeby dolewam jeszcze odrobine rosołu. Mięso rozdrabniam i dodaję do ryżu, wsypuję również fasolkę i teraz tylko podgrzewam. Tym sposobem otrzymuję pełnowartościowy, jednogarnkowy, mało pracochłonny obiad, a w dodatku nie mam problemu z resztą niedzielnego rosołu :-)

sobota, 7 listopada 2009

Małpi chlebek z WP50.



Jubileuszowe wydanie Weekendowej Piekarni... To już 50 razy wspólnego pieczenia :-)) Świetny pomysł i doskonała zabawa. Ale jak to przy okazji jubileuszów bywa człek popada w pewną zadumę... ;) No i popadłam... ;) Tak więc tym razem zapraszam Was na małpi chlebek, bierzcie łapkami i bawcie się dobrze, a ja jeszcze podumam ;)


Przepis:

  • 610 g mąki pszennej
  • 80 ml wody
  • 170 ml mleka
  • 60 g masła miękkiego
  • 60 g cukru pudru
  • 7 g drożdży instant
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka soli

masa słodka:

  • 125 g masła stopionego
  • 60 g cukru brązowego
  • 60 g rodzynek

Wszystkie składniki na ciasto w odpowiedniej kolejności umieściłam w maszynie do chleba i po półtora godzinie formowałam już małe ping-pongi, które obtoczyłam w słodkiej masie i umieściłam luźno w tortowej formie z kominkiem. Zapakowałam w folię i schowałam na noc do lodówki. Wyrosło tak jak  się spodziewałam :-) Piekłam 10 minut w 210 stopniach i 25 minut w 180.

PS. Zytni chleb z rodzynkami też upiekłam, ale przepis tak przerobiłam, że wyszedł mi niezależny chleb, o którym niebawem.



poniedziałek, 26 października 2009

Weekendowa Piekarnia nr 48




Tak w skrócie dzisiejszy wpis potraktuję, bo... meble przestawiam ;) Poważnie! Od czasu do czasu mam taką dziwną wewnętrzną potrzebę ;) żeby przestawic kilka szaf. A że mam jak mam i jedynym pokojem, gdzie mogę to robić jest pokój dzieciaków, więc czeka mnie jeszcze "małe" sprzątanie... Bry!

Ale do rzeczy, do rzeczy. Atinka wybrała do 48. Weekendowej Piekarni przepisy sprawdzone i pieczone przeze mnie już nie raz. Hotelowe bułki bostońskie miały swój czas jakiś rok temu i gdy w środę przeczytałam, że te właśnie mają być pieczone i w ten weekend, zaraz je nastawiłam do robienia. Drożdżowe ciasto wyrabia mi maszyna do chleba, więc zero problemów ;) I tak, w środę upiekłam pierwszy raz. Na czwartek musiały być znowu. Na sobotnie śniadanie nie mogło ich nie być, że o niedzielnym nie wspomnę...;) Moje bułki wyrastają przez noc na balkonie (teraz) lub w lodówce. Jada się je u mnie bez niczego lub z marmoladą, tym razem była to angielska marmolada pomarańczowo-cytrynowa z imbirem. Mniam! Do tego mleko (dzieci) i latte (rodzice).

Przepis:

1 łyżeczka drożdży instant (10g świeżych)
125ml letniego mleka
30g płynnego masła
15g płynnego masła do smarowania
1 łyżka cukru
1 jajko
280g maki pszennej
1 łyżeczka soli


Drożdże rozpuścić w połowie mleka, odczekać 5 minut.

Resztę mleka rozmieszać z 30g masła, cukrem i jajkiem. Mąkę wymieszać z solą, dodać do niej rozpuszczone drożdże i resztę składników. Zagniatać aż powstanie gładkie, miękkie i elastyczne ciasto. Włożyć je do miski wysmarowanej masłem i odstawić przykryte do wyrośnięcia na 1 i pól godziny, do podwojenia objętości.

Po tym czasie ciasto rozwałkować na prostokąt o wymiarach 20 x 40 cm. Prostokąt pociąć na 4 paski o szerokości ok. 5 cm. Każdy pasek zaś podzielić na 4 części. Powstanie 16 małych prostokątów.

Powierzchnie każdego posmarować płynnym masłem, złożyć na pół posmarowaną powierzchnia do środka, nie całkiem dokładnie, lecz tak, aby wierzchnia część wystawała ok. 1 cm. Kawałki układać na blasze dość luźno jeden za drugim, opierając następny na tym wysuniętym 1 cm.

Przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na 30 minut. Całość jeszcze raz posmarować masłem i piec w nagrzanym do 220°C piekarniku 15-20 minut.


Wiejski chleb francuski piekłam też już jakiś czas temu. Tym razem zabrałam się zaniego znowu. I nie wiem, czy to pogoda czy jakieś czary mary, ale piątkowy chleb był gliniastym gniotem ;( Rósł od 9 rano do 21... Masakra! Natomiast chleb TEN SAM, robiony DOKŁADNIE TAK SAMO, tyle, że w niedzielę, nastawiony o 9 rano juz o 13 napełniał dom swoim zapachem... No w każdym razie chlebuś smaczny bardzo. Piekłam go z połowy porcji.

Przepis:

Składniki na zaczyn 270g:
30g zakwasu
140g maki pszennej
10g maki żytniej
90g wody


Składniki na ciasto chlebowe 1700g:
800g mąki pszennej
50g maki żytniej
450g wody
1 łyżka soli
270g zaczynu jw.


Z tej ilości składników wychodzi ogromny, wiejski bochen. Aby otrzymać mniejszy można składniki podzielić na pół, pamiętając jednak, że do zakwaszenia zaczynu potrzebne jest zawsze nie mniej niż 2 łyżki zakwasu (20-25g).

Składniki zaczynu wymieszać, odstawić przykryte na 12-14 godzin w temperaturze pokojowej.

Następnego dnia wymieszać mąkę z wodą do całkowitego połączenia składników. Odstawić w przykrytej misce na ok. 1 godzinę.

Dodać sól, jeszcze raz krótko zagnieść i połączyć z zaczynem. Zagniatać przez kilka minut, ewentualnie skorygować jeszcze ilość mąki lub wody; ciasto powinno być średnio ścisłe. Ciasto powinno odpoczywać przykryte ok. 2 do 2,5 godzin. W trakcie odpoczynku, kilkakrotnie w odstępach czasowych co ok. 60 minut należy je odgazować, aby uzyskać gładką i równą powierzchnię. W tym celu rozpłaszczamy kulę ciasta lekko uderzając w jego powierzchnię, następnie z każdej strony zawijamy na szerokość ok. 1/3 płat ciasta do środka . W ten sposób napinamy dolną część, która potem będzie tworzyła wierzch bochenka.

Uformować jeden duży bochenek (bądź dwa małe), posługując się metodą zawijania jak wyżej, tak aby uzyskać gładką powierzchnię chleba, wkładamy go delikatnie (zlepieniem do góry) do koszyka do wyrastania. Czas wyrastania ok. 2 do 2,5 godzin w temperaturze pokojowej. W chłodzie (10°C) można ten czas przedłużyć do 8 godzin, w lodówce (ok. 6°C) do 18 godzin.

Przed włożeniem do pieca zalecana jest próba, czy chleb jest dobrze wyrośnięty. Kiedy po naciśnięciu palcem ciasto wraca natychmiast do pierwotnego kształtu jest jeszcze za wcześnie; gdy potrzebuje trochę czasu zanim wyrówna się jego powierzchnia jest gotowe do pieczenia.

Chleb wyjąć, delikatnie odwrócić, kilkakrotnie naciąć. Piec w lekko naparowanym piekarniku w

temperaturze 240°C ok. 35-45 minut.

Obydwa wypieki bardzo polecam :-)

A teraz wybaczcie, szafy czekają... mam nadzieję, że ryby w akwarium przeżyją, bo to ich szafą będę jeździć po pokoju ;))

niedziela, 25 października 2009

cytrynowe kwadraty w formie trójkątów z WC #15



Julia z bardzo ciekawego blogu bezglutenowego, Gospodyni Cukierni nr 15, zaproponowała zabawę w cytrynkę ;)

Oj, było baaaardzo cytrynowo... 

 Swoje ciasto piekłam w tortownicy i dlatego kroiłam w trójkąty. 

Czy smakowało? No i tu zdania są różne... ;) Wszystkim smakował spód, a robiłam wersję bezglutenową. Góra smakowała niektórym. Całość smakowała wszystkim, ale... następnego dnia... Cóż, ciastko  jest specyficzne (jak na nasz gust), ale warto było je zrobić :-) Ja tam cytrynke lubie i pewnie jeszcze kiedyś popełnie ten wypiek.

Przepis:

Kruchy spód:
-200g mąki zwykłej(lub 100g ziemniaczanej, 50g kukurydzianej i 50g mąki ryżowej
+łyżka gumy guar)
- 100g masła
- 50g cukru pudru

Wierzch:
- 2 jaja
- 200g cukru
- 3 łyżki mąki ziemniaczanej(nie bardzo kopiaste)
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- sok wyciśnięty z 2 cytryn


Spód: Zagnieć wszystkie składniki na kruche ciasto. W razie problemów, można dodać trochę kwaśnej śmietany. Wyłóż spód do wysmarowanej foremki kwadratowej. Piecz ok 20 min w 180C.

Wierzch: Ubij jaja z cukrem. Dodaj mąkę i proszek, wymieszaj. Wyciśnij sok z cytryn, znów wymieszaj. Wylej przygotowaną masę na upieczony spód i piecz dodatkowe 20 min w 180C

poniedziałek, 19 października 2009

zwykły sernik z czekoladą


To przepis, który w mojej rodzinie jest od wieków... To znaczy jego oryginał, bo ja go "trochę" przerobiłam na własne potrzeby ;) A że dziś rano zapowiedzieli  się nasi znajomi, więc zrobiłam go. Szybko się robi, dobrze smakuje w dniu pieczenia i jeszcze lepiej w dniu następnym (o ile zostanie;)).

Przepis:

  • 200 g masła (w wersji wspólczesnej daje 50 g masła, 1 szklankę mleka i 1/2 szklanki kremówki)
  • 1 kg twarogu (w wersji współczesnej daję z wiaderka, ale własnoręcznie mielony jest mile widziany)
  • 1 szklanka cukru (ja daję połowę)
  • 1 cukier waniliowy
  • budyń śmietankowy/waniliowy lub 4 łyżki mąki ziemniaczanej lub sernix
  • 8 jajek (białka ubite)
  • pół szklanki kremówki i 1 tabliczka gorzkiej czekolady - z tego polewa.

Masło utrzeć z cukrem, twarogiem, żółtkami, cukrem waniliowym i mąką ziemniaczaną. Dolać mleko i śmietanę - jeśli ta wersja. Będzie bardzo rzadkie! Wmieszać ubite białka. Piec w 160 stopniach C. ok 80 minut. Jak wystygnie wstawić na min. 3 godziny do lodówki, a później polać czekoladą rozpuszczoną w ciepłej kremówce.

To jest sernik z serii rosnących podczas pieczenia i opadających po wyciągnięciu z piekarnika, mających tendencje do pękania. Ale... jest bardzo, bardzo smaczny i dosyć puszysty :-)

PS. Czasem zamiast waniliowego robię go w wersji cytrynowej i lukruje cytrynowym lukrem :-)

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin