wtorek, 2 marca 2010

mam zielone! ;) choć wcale nie takie być miało...

Oczko pewnie jeszcze oczek nie otwarło, więc tak cichaczem pokażę znów nie suflet ;) może nie zauważy... ;))

Oczywiście, że być miały makarony. Nie wyszły nawet maszkarony. Ale wyszły wymiotki grylażowe ;) Moja córka umówiła się na weekend pod znakiem Harego  Pottera, a ja miałm ten weekend osłodzić. Upiekłam więc kilka rodzajów ciasteczek. Wszystkie udane (będą tu się pokazywały), a te jedne nie... Wiem co sknociłam i już nigdy więcej się mądrzyć nie będę. Białka do tych... hm... bezików - tak je nazwijmy - nie miały odpowiedniej temperatury. Były za zimne! Pół dnia później piekłam jeszcze czekoladowe makarony i już było OK :) Na szczęście, dla dzieciaków wygląd był nie istotny. Liczył się kolor (sic!) i smak :) Ze wszystkich rodzajów ciasteczek, te zniknęły najszybciej...

Przepis*:

  • 70 g białek, w temperaturze pokojowej!!!
  • 40 g cukru drobnego
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 90 g cukru pudru
  • 70 g mąki migdałowej
  • trochę zmielonych pistacji
  • kropelka barwnika zielonego

na krem:

  • 120 g mascarpone
  • 100 g białej czekolady
  • sok z 1 limonki

Białka ubić z sokiem cytrynowym na lekką piankę, dosypać cukier, dodać barwnik i ubić na sztywno. Mąkę migdałową wymieszać z cukrem pudrem i przesiać przez sito. Dosawać partiami do białek i delikatnie acz stanowczo i dokładnie wymieszać. masę przełożyć do rękawa cukierniczego i wyciskac niewielkie ciasteczka na papier do pieczenia. Udeżyć kilka razy solidnie dlonią w spód blachy z ciasteczkami, żeby te nabrały odpowiedniego kształtu. Obsypać zmielonymi pistacjami. Odstawić na pół godziny lub więcej do wysuszenia. Piec w 150 stopniach C., przy delikatnie uchylonych drzwiczkach piekarnika ok 15-20 minut. Zdejmować z papieru po wystygnięciu, wtedy ładnie odchodzą.

Białą czekoladę rozpuścić i połączyc przy pomocy blendera z mascarpone i sokiem z limonki. Można chwilę ochłodzić. Nakładać na jedno ciasteczko i przylepiać drugie. Krem jest delikatnie kwaskowy, smaczny baaaardzo.

* to jest przepis wg którego robiłam już makaroniki i zawsze wychodziły. Nie wyszły tylko ten jeden raz.... ;)

&&&&&

A w doniczce wiosna szaleje :)



12 komentarzy:

cudawianki pisze...

najwazniejsze, ze dzieciom smakowaly! :-)) nie ma jak dziecieca radosc! pozdrawiam :-)

asiejka pisze...

zielone są niezwykłe
też bym zjadała jako pierwsze
i nie mogę się dopatrzec, z której strony one sa niby nieudane!

zemfiroczka pisze...

Hola, hola! Oko dzisiaj otworzyło powiekę już o 8-mej. Co by nie bylo.

Znaj moją łaskawość - wybaczam Ci,ale! tylko dlatego, że to maszkarony, zwłaszcza w zieleni. I na dodatek z cudną nazwą "wymiotki". Chyba się zakochałam. Widzę ropuchę!
(drugie zdjęcie, wymiotek na szczycie z ropuszym białym jęzorem i wybałuszonymi green-gałamami ;))


ps. aleś poezyją poleciała ;)))


cmokam
oko kontente

PasjaPieczeniaLillan pisze...

Jakie fajne "żabki" :)

margot pisze...

a mi się podobają i to jak , takie wiosenne są kochana .Od razu napełniają moją dusze ,że wiosna jednak nadejdzie , może nawet wkrótce****

Tilianara pisze...

Hahaha, wymiotki :))) dobre :))) A tak całkiem na poważnie to mi się te zieloniutkie straszliwie podobają :)

majana pisze...

Fajny zielony kolorek! Podoba mi się tak jak tamten różowy:))
Pozdrawiam ciepło Mafilko:)

grazyna pisze...

Zielone są the best :)

nobleva pisze...

Świetne :D

kass pisze...

Mafilko bardzo wiosenne ciasteczka...baaaardzo wiosenne, nie mówiąc o doniczkach, cudne kwiecie!
Pozdrawiam.

majka pisze...

Nie dziwie sie, ze tak szybko zniknely :) Wygladaja przeuroczo. Jak male, zielone zabki :))

Olciaky pisze...

Kiedyś je zrobię (-:

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin